2009-10-08

wspomnijmy


...ale jak jest potrzeba, to i jest reakcja. Wybrzydziłem się na rozsiewanie po sieci e-świeczek pod wpisami o śmierci osób znanych, a tu, proszę, chyba całkiem świeża oferta scentralizowana, z takimi guzikami interakcji jak DODAJ ZMARŁEGO, ZAPAL ŚWIECZKĘ czy pokaż HISTORIĘ ŚWIECZEK. Ale nie jest to serwis typu „bezinteresowne e-dziady”, za zapalenie e-świeczki trzeba płacić (esemesem), duża świeczka pali się dłużej i więcej kosztuje (największa pali się tydzień za 11 zł).

Żeby was jednak nie zostawiać tylko z taką mikrosocjologią internetu, wspomnijmy. Witkacego, piórem Agaty Bielik-Robson:
[...] z powieści, oczywiście, „Nienasycenie”, które w postaci niejakiego Kocmołuchowicza zawiera najbardziej niezwykły literacki portret marszałka Piłsudskiego.

Rozdział, w którym Genezyp Kapen (czyli „Ledwozipiący”), typowy przedstawiciel pokolenia rozmamłanego (do jakiego zaliczał siebie także Witkacy), spotyka w szkole kadetów charyzmatycznego Kocmołuchowicza i jego rumaka Siwka, należy do najbardziej brawurowych w polskiej literaturze. Choć temat suwerennego władcy, tej Wielkiej Jednostki, która wyrwała się ze społecznych uwarunkowań i w absolutnej samotności podejmuje śmiałe decyzje natury politycznej, będące czystym wcieleniem woli mocy, jest tak stary, jak tragedie historyczne Szekspira i niemiecki dramat barokowy, to Witkacy dodaje tu coś bardzo swojskiego, pewien fascynujący rys nietzscheańsko-sarmacki. Kocmołuchowicz to istotnie niebywałe panisko, które wszystkie swoje „decyzje” wysnuwa – dosłownie – z d..., czyli „z zada Siwka”: „Ten zad biednego (skończył bardzo tragicznie) Siwka – pisze Witkacy – była to zaiste przedziwna rupieciarnia”. Po czym kilka wspaniałych stronic poświęca opisowi piorunującego efektu, jaki „Kocmołuch”, pogromca bolszewików i jedyna nadzieja Europy w starciu z chińsko-mongolską hordą Murti Binga, „80 procent Aleksandra Macedońskiego i 10 procent Księcia de Lauzun”, wywiera na rozkapryszonych, dekadenckich młodzieńcach: „A pamiętajcie, chłopcy – kończy swe przemówienie Kocmołuchowicz – że ja was kocham, was jednych, bo całą rodzinę moją, żonę i córeczkę, to ja mam w zadzie mojego Siwka”. Cała scena kończy się zawrotną orgią „rozkiełznanego zachwytu”, w której wszyscy, z Wodzem wspólnie, chleją czystą gorzałę i wciągają kokainę – i „z wdzięczności za jedną taką chwilę gotowi są umrzeć, byle prędko, byle zaraz”. W ten sposób Witkacy w pigułce podaje najwyższą „męsko-korporacyjną”, au fond faszystowską ekstazę – i to w czysto polskiej wersji, która usuwa w marny cień analogiczne, zupełnie wyzbyte humoru, opisy bojowych wzniosłości u takiego choćby Ernsta Jüngera.

[stąd]
A książę de Lauzun to (wydaje mi się) całkiem niezły bohater na jakąś głęboką opowieść telemacha (chociaż nie wykluczam, że już zdążył o nim napisać; nie będę teraz sprawdzać, bo musiałbym przeredagować niniejszy tekst ;), a muszę lecieć, muszę).

Pod tym samym linkiem, co Bielik-Robson, także wynurzenia Jana Englerta (Jego [Witkacego] twórczość jest raczej trudna w odbiorze – szczególnie dla widza dzisiejszego, pozbawionego umiejętności abstrakcyjnego myślenia, powiada aktor i rektor, tuz intelektu) i innych: w zasadzie nie polecam, tylko ABR (myślę) warto poczytać. Wspominając.

1 [komentarze]:

MEP

Moj Boze, ten "serwis wspomnieniowy" to jakis koszmar.

Z drugiej strony, naturalne przedluzenie innych masochistycznych spolecznosci typu "Nasza klasa", Facebook, czy Twitter, a takze elektroniczna wersja "dyzurnych" babc pogrzebowych, zawsze skorych do skomentowania, czy pogrzeb byl "ladny" czy "brzydki" oraz jak kto wygladal w trumnie (jesli mialy okazje obejrzec). Zawsze napawalo mnie to przerazeniem.

Z trzeciej strony - znak czasow. Ostatnio moja kolezanka z pracy zapytala mnie, dlaczego marnuje dlugi weekend Wszystkich Swietych na wyjazd do Polski (jakby to kiedykolwiek bylo marnowanie czasu!:), skoro zapalenie swieczek na grobach bliskich mozna zlecic wyspecjalizowanym agencjom.
Skoro agencjom, to internetowi tez - w koncu liczy sie gest, a z nieba i tak wszystko widac, no nie?;)

Wracajac do serwisow spolecznosciowych, to niepojete, ile ludziach determinacji zeby pokazac "wszystko", a skoro wszystko, to czemu nie zmarlych bliskich?