2009-10-15

pracownia świata


W oczekiwaniu na czas (czy to nie jest pleonazm?) niezbędny do zapowiadanego w komentarzu zajęcia się przykładem, proponuję krótką wycieczkę po Karolu Maliszewskim, znanym głównie jako krytyk literacki („pan od poezji”), który jednak, jak dla mnie, jest też (albo i: przede wszystkim) autorem niesłychanych wierszy.

Autorowi – jak zwykle – Wyrazy.

MAJ

Bażanty żerują w rozlewiskach Nysy.
Cień Szczelińca, plamy śniegu, zagadkowe rysy.
Zając przywiera. Potem pociąg odchodzi.
Ścinawka. Siedem lokomotyw. Ścięta chłodem para.

(Pracownia świata, coś z niej wybiega
i wbiega. Cierpliwie nanoszone błoto.
I gest poety, jak strzepuje z płaszcza
niewidoczną dla innych fałdę.)



NOWY VILLON
albo „Kędy w bordelu cicha noc...”


Zostawiając burdel na stole
rodzina mi znika,
czuję się samotny jak
pizda, bo przecież nie palec.

W pokoju ucicha,
w kuchni ucicha.
Nawet w kiblu woda nie daje.
Gdzie jesteście?

Na werandzie schnie pranie.
Chociaż tyle pozostało.
Powycieram, wstanę,
wystawię butelkę na wabia.


[z tomu: Rok w drodze (2000)]

 

0 [komentarze]: