mrzywda kęska
W dyskusji, która zaczęła się od wyśmiania świętoszkowatych feministek, oprotestowujących reklamy typu:
zamiast płacić bladzia potem zatoczyła parę kółeczek po blogosferze (por. poprzednia blogonota), pojawił się dyskutant, którego grobowy głos i śmiałe tezy zrazu uważałem za rodzaj prowokacji intelektualnej. Głosił on bowiem, że wszelkie przykłady dyskryminacji i krzywdy kobiet, na które tak chętnie wskazuje feminizm, są z punktu zaniedbywalne, bo przekreśla je ogrom krzywdy męskiej, a to:
kup se kilo gładzi*
[*gipsowej; trzeba jednak uważać, bo szybciej zastyga]
(1) średnia życia mężczyzn jest ewidentnie krótsza niż kobiet, (2) wskaźnik samobójstw wśród mężczyzn jest powalająco wyższy niż u kobiet, (3) są też oni znacząco częściej obiektem napaści, pobicia czy zabicia (nie mówiąc już o ofiarach wojen – a to ci niespodzianka!), no i (4) ofiarami gwałtów w więzieniach są w przytłaczającej większości mężczyźni.Powściągnąwszy pierwszy odruch, by wybiec na ulicę i przywalić jakiejś lasce grubym tomem statystyki w łeb, po czym ją zgwałcić (z pewnością nieco by to rozproszyło moje samobójcze myśli), zastanowiłem się nad punktami (1-4). Co do (1), polecam hasło life expectancy z angielskiej wiki (wybaczcie; polska wiki jak zwykle ssie), z którego wynika, że niewiele w tym przedmiocie oczywistości. Co do (2), czytam tutaj syntetyczną opinię:
In the Western world, males die much more often by means of suicide than do females, although females attempt suicide more often. Some medical professionals believe this stems from the fact that males are more likely to end their lives through effective violent means (guns, knives, hanging, etc.), while women primarily use less severe methods such as overdosing on medications.Punkt (3) pozostawiam łaskawej refleksji czytelników, a co do (4) natychmiast zacząłem się zastanawiać, co by było, gdyby więzienia były mocno koedukacyjne (tj. aż do poziomu pojedynczych cel) – no i zastanawiam się do teraz, momentu, w którym piszę niniejszą blogonotę.
[W świecie zachodnim mężczyźni umierają wskutek samobójstwa znacznie częściej od kobiet, choć próby samobójcze są częstsze u kobiet. Niektórzy medyczni fachowcy [medical professionals; szkoda mi czasu na wymyślanie zręczniejszego odpowiednika] sądzą, że wynika to z faktu częstszego sięgania przez mężczyzn po efektywniejsze środki (spluwy, noże, wieszanie się), gdy kobiety stosują głównie mniej efektywne rozwiązania typu przedawkowanie farmaceutyków.]
Wzruszywszy ramionami nad logiczną konstrukcją tego „argumentu z krzywdy męskiej” (co do struktury jest to przecież AwAmeryceMurzynówBiją WięcWolnoDopierdolićWgUznania), poszedłem zobaczyć, czy to rzeczywiście (jak mi się zrazu zdawało) intelektualna prowokacja naszego dyskutanta. Ale nie. To facet, który zaczyna od zwierzenia:
lepiej w karty przegrać wszystkoa kończy na porażającej obserwacji:
niż się przespać z feministką
Znałem wiele feministek i wszystkie albo zaczęły nienawidzieć mężczyzn, albo przestały być feministkami.I to jest punkt (5), rozmyślanie nad którym prowadzi do bólu głowy. Bo trudno oprzeć się wrażeniu, że istotną zmienną w tej obserwowanej regularności przemiany wewnętrznej feministek mogła być znajomość z naszym nieszczęsnym (no bo jak inaczej go nazwać) dyskutantem.
PS Tytuł odnosi się śmiałym hycem do jednej z postaci Witkacego, Antoniego Murdel-Bęskiego (z Matki), który jest uosobieniem figlarnego pleonazmu.
16 [komentarze]:
Mam znajomego, który w wielu sprawach jest wzorem logicznego i opartego na faktach myślenia, ale głosi podobne tezy w kwestii męskich krzywd. Najbardziej mnie u niego bawi historia jak by dobrze żył gdyby musiał w kobiecej roli dbać o dom, bo to i tamto by szybko zorganizował i miał resztę czasu na własne potrzeby.
Jestem tu bezradny. Dyskutować się nie da, jak zazwyczaj bywa w kwestiach wiary. Zalać moralnym oburzeniem nie warto, bo jego działania w realu są godne szacunku i sensowne. Może kpi sobie ze świata, nie wiem.
Chyba racjonalne nastawienie (jak i w stosunku do cytowanego przez Ciebie myśliciela) to olewać.
Z nieszczęsnym kochankiem feministek nie da się dyskutować, skoro zastrzega, że "wszelkie argumenty o wrodzonej biologicznej lub psychologicznej niższości mężczyzn automatycznie dyskwalifikują" (dyskutanta). Założenie, że los człowieka nie zależy od jego konstytucji biologicznej jest nie tylko antynaukowe, ale i kłóci się ze zdrowym rozsądkiem.
Większa długowieczność kobiet jest odwieczna, natomiast ich średnia długości życia podskoczyła bardzo wskutek ograniczenia umieralności okołoporodowej, a więc stosunkowo niedawno. Kobiety wykazują niższą śmiertelność na każdym etapie życia, od płodowego zaczynając, oprócz wspomnianego już śmiertelnie niebezpiecznego okresu macierzyństwa - kiedyś, bo teraz już nie (w cywilizowanych krajach). Natomiast nieznane jest źródło większej żywotności kobiet. Twoje streszczenie fragmentu hasła z Wikipedii (Life expectancy - Gender differences) "niewiele w tym przedmiocie oczywistości" jest zbyt pesymistyczne, naturalne różnice w żywotności obu płci są oczywiste.
Natomiast Wikipedia z założenia bywa do dupy, jej słabość wychodzi właśnie przy takich ciekawych tematach - np. jedno z podstawowych źródeł wałkowanego tu hasła tak wyjaśnia sprawę: "Why do men die before their wives? Because they want to." Wstawił to jakiś żartowniś dawno temu i zostało.
andsol: racjonalnie (i może pożytecznie) jest także obśmiać.
kwik; nie wiem, czemu przerabiasz znajomego feministek na ich kochanka (że żart? hm).
Nie sądzę, aby moje streszczenie L.e. – gender differences było zbyt pesymistyczne, bo wskazano tam rozmaite czynniki różnicujące (ryzyko, wypadki, stres etc.), a tajemnicza wzmianka o tym, że nawet po "normalizacji" danych tak, aby uwzględniły te kulturowe czynniki, dalej wychodzi, co wychodzi, nie ma żadnej podpórki. Swoim zwyczajem tam, gdzie Ty upraszczasz na maksa, ja wolę pokomplikować (skoro nie wiem); nie lubię ufać prostym wyjaśnieniom (zwłaszcza, gdy ich nie ma ;) – "nieznane jest źródło większej żywotności kobiet").
Mogłem przesadzić, bo wierszyk o przesypianiu się z feministką zasugerował mi, że on je poznał w sensie biblijnym. Mniejsza z tym.
Sprawa większej naturalnej żywotności kobiet mnie zaciekawiła, ale chyba nie przejdę do czynu, raczej zacznę śledzić temat od niechcenia. Zjawisko istnieje, brak zrozumienia genezy nie znaczy, że czegoś nie ma. Natomiast jeśli czegoś nie rozumiemy już u podstawy, to rozsądek nakazuje nie fantazjować dalej.
A zatem dyskutant od krzywdy.
To mogła być podwójna prowokacja intelektualna. Pierwsza polegała na biadoleniu w oparciu o anegdotyczny zbiór argumentów pozornych, a druga - i tu dochodzimy do istoty diabolicznej przewrotności - do opakowania całości w bibułkę świątkowatości ludowej. Aby było trudniej poznać kto mówi i w zasadzie dlaczego.
Gdyby jednak tak nie było, to ciekawym byłoby prześledzenie emocjonalnego toku doprowadzającego do takiego rozpaczliwego w gruncie rzeczy wiosłowania. Niepokój? Panika? Rozpacz z powodu zagubienia w obliczu przekręcających się na naszych oczach paradygmatów? Bezradność? Skąd to się bierze? Co jest pod spodem?
@ telemach - wyglądasz na niebezpiecznie zaciekawionego. Naprawdę chciałbyś poznać jeszcze jednego świra?
telemach: może być banalnie (zaszłości z prywatnej biografii), banalnie (się rzuciło na musk), albo... (i tu pomysły mi sie kończą).
kwik/nameste: moja ciekawość nie dotyczy osobnika. Nie, nie chcę poznawać jeszcze jednego świra.
Dla mnie jest to symptom. Interesuja mnie natomiast etiologia schorzenia, bo po pierwsze podejrzewam fenomen wcale nie taki odosobniony, a po drugie z czegoś to się musi brać.
Jak nagle w naszej ojczyźnie docenci habilitowani zaczną się zajmować coraz intensywniej dajmy na to flagellanctwem publicznym - to też mnie to zaciekawi. Mimo że (przyznaję) mogę wzruszyć ramionami i przejść do porządku wychodząc z założenia że im - tu cytuję sąsiada z zagrody naprzeciw - odjebało.
Może to i niezdrowa ciekawość, ale ja za to nic nie mogę. Nie będę drążył przy sobocie w takim razie.
i jeszcze: nameste, wybrałeś świra bo egzotyczny czy symptomatyczny? Bo jeśli dobrze zrozumiałem - to raczej (chyba) to drugie.
Ale co tam.
@ telemach - oto etiologia:
"Cały układ sił w relacji kobiety-mężczyźni opiera się na tym, że zdecydowana większość mężczyzn doświadcza permanentnego niedoboru seksu."
telemach: to, że pojawiają się, bardzo zresztą różne, próby unieważniania problemu ["feministycznego"], dziwne nie jest. Ta akurat próba ma wg mnie podłoże hm-towiańskie, tzn. wyjątkowość Roli [męskiej] idzie w parze z rozmiarem Ofiary (na życiu, zdrowiu i – ogólnie – dobrostanie). Jako arbiter obsadzone jest mityczne Społeczeństwo [mityczne, bo najwyraźniej nie składają się na nie wcale mężczyźni, choć przecież nawet wg naszego dyskutanta "mają więcej władzy"], które jednak nie wywiązuje się, bo zdolność sądzenia zakłócona jest przez propagandę fałszującą Istotę Rzeczy. Bo jak ewidentnie poszkodowany może być opresorem? Tylko feministyczna "nienawiść do mężczyzn" może tłumaczyć kłamstwo Takiego Rozmiaru.
Ale, oczywiście, nie jest zbyt ciekawe ani to, skąd dyskutant nabył takiej akurat wiary parareligijnej (tu andsol ma rację) – w tej kwestii miałem dwie banalne hipotezy – ani ona sama. Ciekawe jest, dlaczego ludzie – a dowodzi tego, imo, dyskusja u anuszki – nabierają się na to lub nie potrafią sobie poradzić z takim "towiańskim memem".
Jest tu kilka hipotez, zapewne uzupełniających się wzajemnie. Przekonanie o esencjonalizmie Ról (męskich/kobiecych), które jest we wzajemnym sprzężeniu z większością stereotypów wokołopłciowych. Nędza socjologii, która w Polsce (i pewnie w całym bloku postsowieckim) ciągle jakby nie mogła się wyzwolić z odruchu rychtowania statystyk na znane z góry tezy, co przekłada się na znikome oddziaływanie edukacyjne. A przecież socjologia ma odkrywać mechanizmy kultury, stawiać hipotezy odnośnie ich ukrytych przyczyn i podłoża, i je dopiero weryfikować badaniem. Nieustająca podaż konkurencyjnych wobec (słabo istniejącej) diagnozy socjologicznej mitów "antropologii" xiańskiej.
Jeszcze raz wrócę do absurdalnie pojawiającego się w roli superarbitra Społeczeństwa, które (u anuszki) ma pozwolić kobietom na zdrowe dla sytuacji postępujące uprzedmiotowianie mężczyzn, albo (u naszego dyskutanta) powinno zerwać z postawą polegająca na [cyt.] "niejednakowym cenieniu dobrostanu kobiet i mężczyzn przez społeczeństwo".
Więc na pytanie "co jest pod spodem" roboczo odpowiadam, że pod spodem jest niezdolność do myślenia w kategoriach związków między zjawiskami, rodzaj "kategorialnego separatyzmu", który wystarczy podlać osobistą frustracją albo poznawczą arogancją – i mamy, co mamy.
kwik: tak, tak, a feministki to brzydkie & niedorżnięte babochłopy. Ten sam strychulec. A powtarzasz to, bo?
... bo tako rzecze sam obrabiany.
kwik: ale to nie etiologia, tylko iluzja
Doświadczenie stałego niedoboru seksu jest pewnie realne. Iluzją jest przekonanie, że winne są kobiety. Uczucie krzywdy jest prawdziwe, ale skrzywdzony nie chce zrozumieć, że sam se to zrobił.
Skoro dotychczas nikt nie przypomniał starego dowcipu na temat, mi to przypadnie. Czemu po owdowieniu kobiety żyją dłużej niż mężczyźni? Bo kobiecie praca w domu zmniejsza się o 50%, a mężczyźnie wzrasta o 100%.
Prześlij komentarz