słodko, melodyjnie
Ciągle echa i echa, ale nie ma sensu tłumaczyć skał. Katarzyna Zdanowicz (od jakiegoś czasu publikująca z dodatkowym „-Cyganik” w nazwisku; może się ożeniła?) jest, myślę, wyjątkowa. Niebezpiecznie proste, często śpiewne, zawsze celne aż do okrucieństwa wierszyki pisze. Trzyma się na uboczu (a przynajmniej nic innego nie wynika z życia medialnego i papierowego) i stamtąd patrzy. Jakoś inaczej, inaczej też widzi. No i nie rozgaduje się, w prozie to byłaby wada ;).
Autorce stosowne, jak zwykle, Wyrazy.
walt disney przedstawia
jesteś maskotką która się znudziła
zamiast metki tatuaż ciało miękkie w dotyku
rozmowa za żeton umieszczony w przełyku
teraz jesteś maskotką przeciętą na pół
ziemia ciebie ceruje nicią z traw i ziół
— na pamięć znam wzorek twojej krwi
wiem pod tym drzewem to jesteś ty —
wedding day
te wszystkie panny młode
z przyklejonymi paznokciami
i welonem wbitym w czaszkę
na srebrnym grzebyku
martwią się czy w sukni i tiulach wejdą do ubikacji
i czy kotlet nie stanie im przypadkiem w przełyku
ich serca są jak tajne dokumenty
w czarnych skrzyniach
bez prawa wglądu
spójrz linie papilarne to szyny
a obrączki oślepiają jak światła pociągu
karma
mam w sobie
zgniłe kocięta o niebieskich oczach
zanim mnie opuścisz
kotku
najpierw sobie popatrz
terror song
nasze niebo jest w ziemi a to życie jak studnia
więc im głębiej w nią wchodzisz
zimna stajesz się brudna
a te wszystkie granice które sama stwarzałaś
spójrz przekraczam je teraz nielegalnie i naraz
komunijne sukienki i wyblakłe welony
miłość jak tajne konto bank jest już okradziony
ciało boga przyjęte i zwrócone w łazience
bliskość podczas rozstania potem już nigdy więcej
wiersze jak zakładnicy
nie wiem co z wami zrobić
wydać was w obce ręce
czy pokochać i dobić
stąd do nicości
podobają mi się kierowcy autobusów
ich zmęczone złe twarze o piątej nad ranem
dziś w autobusie cicho jak w szafie sąsiadki
kierowca pachnie Jamesem Bondem
smogiem i kwaśnymi snami
a my słuchając Like a virgin
jedziemy w nicość
powoli
w dół
na luzie
korek jest przed nami
[z tomu: deadline (2007)]
2 [komentarze]:
Ja dziecece wyliczanki. Niewinnosc z odpowiedznia dawka z lekka pokreconego horroru.
Tylko brzmi niewinnie, wyliczankowo; zresztą, może właśnie przez ten kontrast "niewinnej formy" i treści, treść brzmi tak mocno.
Prześlij komentarz