MEP: pomijając DGCC, to THT nie ma nic wspólnego z FES (niezależnie od skali), bo jest mocno (do szpiku banjo) postmodernistyczny :), a tamten big band – wcale.
O, widzisz: dotknęłaś problemu #1, obrazki na ogół odciągają od muzyki, dlatego nie lubię obrazków (jako opakowania na muzykę, gdzie indziej obrazki mogą być wporzo). Ale te są rzeczywiście fajne (może "pokój" najmniej).
Jesli chodzi o Tin Hat Trio to zdecydowanie 'Fear of the South'. FotS zas gralo dla mnie jedna z glownych (choc tylko 4:01) w pewnym filmie, ktory na pewno ogladales.
ps. Capablanca - czyli kiedy szachy byly bardziej ekscytujace niz dzisiejszy futbol :) (usmiechac sie sam nie wiem czy - wszak westchnac nalezalo by - by wspomniec owe legendarne czasy -> poprosze o time travel)
Mnie futbol nie rusza (bo). A te dawne szachy: miały coś z tajemniczej aury SherlockaHolmesa, wiesz, półmrok i... błysk intelektu (albo instynktu, diabli wiedzą).
Hm, Botwinnik. Turniej AVRO, 1938 rok. 28-letni Botwinnik i zdetronizowany, zmęczony, mający niebawem umrzeć Capablanca. To był ciekawy turniej bo negocjacje z Botwinnikiem w sprawie wyjaśnienia sobie kto jest kim przerwała wojna, Aljechinowi się najzwyczajniej udało i mógł się cieszyć tytułem aż do swego jakże smutnego końca. Czyli jeszcze przez nieomal 9 lat. Swoją drogą to ciekawe. Była to epoka Aljechina, po tym jak narozrabiał w czasie wojny zniknął jednak jakby trochę z panteonu kolektywnej szachowej pamięci i jego miejsce zajął Capablanca. Mimo, iż ten pierwszy był mistrzem świata przez 20 lat z małą przerwą, ten drugi natomiast jedynie przez lat siedem.
Po Aljechinie pozostało jednak więcej niż jego otwarcie. Aljechin zasługuje na uwagę.
9 [komentarze]:
Taki FES w wersji kameralnej - momenty b.fajne, ale na dluzsza mete to.:)
MEP: pomijając DGCC, to THT nie ma nic wspólnego z FES (niezależnie od skali), bo jest mocno (do szpiku banjo) postmodernistyczny :), a tamten big band – wcale.
Postmodernistyczny czy nie, ale rownie (mnie) meczacy. Ale obrazki z pomyslem, bardziej ogladalam niz sluchalam.:)
O, widzisz: dotknęłaś problemu #1, obrazki na ogół odciągają od muzyki, dlatego nie lubię obrazków (jako opakowania na muzykę, gdzie indziej obrazki mogą być wporzo). Ale te są rzeczywiście fajne (może "pokój" najmniej).
Jesli chodzi o Tin Hat Trio to zdecydowanie 'Fear of the South'. FotS zas gralo dla mnie jedna z glownych (choc tylko 4:01) w pewnym filmie, ktory na pewno ogladales.
ps. Capablanca - czyli kiedy szachy byly bardziej ekscytujace niz dzisiejszy futbol :) (usmiechac sie sam nie wiem czy - wszak westchnac nalezalo by - by wspomniec owe legendarne czasy -> poprosze o time travel)
camoes: upomnę się też o Billa, otwierającego The Rodeo Eroded :)
Mnie futbol nie rusza (bo). A te dawne szachy: miały coś z tajemniczej aury SherlockaHolmesa, wiesz, półmrok i... błysk intelektu (albo instynktu, diabli wiedzą).
Hm, Botwinnik. Turniej AVRO, 1938 rok. 28-letni Botwinnik i zdetronizowany, zmęczony, mający niebawem umrzeć Capablanca.
To był ciekawy turniej bo negocjacje z Botwinnikiem w sprawie wyjaśnienia sobie kto jest kim przerwała wojna, Aljechinowi się najzwyczajniej udało i mógł się cieszyć tytułem aż do swego jakże smutnego końca. Czyli jeszcze przez nieomal 9 lat.
Swoją drogą to ciekawe. Była to epoka Aljechina, po tym jak narozrabiał w czasie wojny zniknął jednak jakby trochę z panteonu kolektywnej szachowej pamięci i jego miejsce zajął Capablanca. Mimo, iż ten pierwszy był mistrzem świata przez 20 lat z małą przerwą, ten drugi natomiast jedynie przez lat siedem.
Po Aljechinie pozostało jednak więcej niż jego otwarcie.
Aljechin zasługuje na uwagę.
Prześlij komentarz