język żywy, życie żyjące
Kiedy Stanisław Hartman wspomina moment tuż po wojnie, gdy postanawia osiąść we Wrocławiu, mówi (całość tutaj, dostępna w sieci dzięki andsolowi):
Minęło przeszło 30 minut [*], a ja mam dopiero 30 lat. Ale żyje się coraz prędzej i coraz mniej warto opowiadać o swoim życiu żyjącym. Uczyli mnie tu we Wrocławiu nie lada jacy mistrze: Steinhaus, Marczewski, Knaster, Ślebodziński, a także młodsi od nich i młodsi ode mnie, bo później już nie zawsze wiadomo, kto nauczyciel, a kto uczeń. Żyłem dalej, jak przeważnie ludzie żyją, wśród słot, gromów i rozpogodzeń. Kraj także żył wśród burz i rozpogodzeń, a czasami te rytmy się splatały. Tak było w pamiętnym, pełnym doświadczeń roku '68. Na tamten poryw, zapierający dech, odpowiedź przyszła przeraźliwie prosta. Powiało wtedy mrokiem, a z nieznanych nor wypełzły straszydła.Jest kilka ważkich powodów, dla których to tekst godny najżywszego polecenia. Nietuzinkowy człowiek, opowiadający o swoim życiu i wieku XX. Ale mnie, poza treścią tych wspomnień, zainteresował także język.
[*] autor odczytał te słowa dla uczestników uroczystości z okazji swoich 70. urodzin
Cenię sobie zwięzłość i żywość, uważam, że dzisiejsza polszczyzna, schematyczna i rozgadana, dzięki niestrudzonemu wysiłkowi poprawnościowych biurokratów-redaktorów, nudzi i spłaszcza. Albo wpada w zżargonienie, też nudne i jeszcze bardziej płaskie. Tępione są przejawy stylu indywidualnego, a w ramach traktowania czytelników jak idiotów, którym trzeba dopowiadać oczywiste, skróty myślowo-językowe rozwijane są do bólu (dosłowności) i betonowane słownikową normą, zmienianą co kilka-kilkanaście lat przez kastę językoznawczych marabutów, ale – nie wiedzieć czemu – traktowaną jako świętość. Myślicie, że dzisiejszy redaktor dopuściłby do ukazania się drukiem takiego zwrotu (z powyższego cytatu), jak „opowiadać życie żyjące”? Skąd; kazałby rozwinąć do dwóch zdań, niepotrzebnie kawo-ławiasto eksplikujących, co też autor miał na myśli. Tak działa ta samospełniająca się prognoza: czytelnik traktowany jak idiota – idiocieje.
Polszczyzna Hartmana to język dynamiczny, operujący nieustannym zoomem. W jednym zdaniu obok najkonkretniejszego konkretu pojawia się zwrot poetycki, oddający syntezę tła, okoliczności, emocji czy charakteryzujący wspominaną osobę. Pisze o nauce w gimnazjum:
Nauczyciel niemieckiego, stary polonus z siwymi wąsami, mówił ładną, archaiczną polszczyzną. „Ty mi oto barłożysz” – zwracał się do niesfornego ucznia. Pewnie mówił także ładnie po niemiecku, ale niewiele nas nauczył.Sumuje maturę:
Matura nie była wielkim przeżyciem. Kułem przed tym głównie historię – wojny i daty. Mało się nią wtedy interesowałem. Historia to nie jest przedmiot dla młodzieży. A potem odczuwa się niedostatek tej wiedzy, którą już trudno uzupełnić.O „getcie ławkowym” na uczelni:
Sprawa żydowska, rozpalona przez prawicę polityczną do białego żaru, płonęła na uczelniach żywym ogniem. Antysemici co weselsi przedrzeźniali Żydów i śmiali się z nich, najbardziej krewcy bili Żydów laskami, czasem z zatkniętą żyletką, a najbardziej ponurzy wpadali w historiozofię mistyczną, w której główną postacią był Żyd abstrakcyjny, Aryman i gubiciel. Antysemici ówcześni antysemitami głośno się mienili, kłam zadając współczesnym, których poznać po tym, że twierdzą, jakoby antysemityzmu w Polsce ani teraz, ani nigdy nie było.W drodze Warszawa–Lwów, w 1939:
Było to moje pierwsze zetknięcie z Ukraińcami. Wiedziałem o nich to i owo, wiadomo było o pacyfikacji Małopolski wschodniej. Sprawa stanęła na sejmie. Były interpelacje. Prasa pisała. Pisały „Wiadomości Literackie” przejmująco: we wsi „spacyfikowanej” spytano chłopca, gdzie ojciec. – Polacy zabili. Ale to były sprawy dalekie dla mieszkańców Warszawy, Krakowa czy Poznania. Dziwnie dalekie. I wielu dziwiło się teraz, że tak mało polska jest Polska za Bugiem.Jeszcze w tejże drodze:
Spotkałem znów wuja, jak już mówiłem, i razem z kimś jeszcze wynajęliśmy pokój. W pokoju był fotel. Najchętniej bym z niego nie wstawał. Wuj, niezłej tuszy, okazał się mocniejszy. Ja nie miałem nigdy naturalnych zapasów, a tacy szybko słabną, kiedy nie jedzą. Ale żeby jeść cokolwiek, trzeba było wstać z fotela i iść do ogonka.Muszę powściągnąć odruch, by cytować, cytować i cytować. Komu te urywki przypadły do smaku i pobudziły ciekawość, niech sięgnie po cały tekst, a nie będzie żałować.
* * *
Jakiś czas temu natknąłem się na zdanie-równanie, ustalające semantyczny związek trzech abstrakcji:
Konstrukcja to procedura prowadząca do struktury.Od tej pory przymierzam je sobie do różnych (oj, bardzo różnych) konkretów. Czytając wspomnienia Hartmana też jakimś tyłogłownym procesem przymierzałem. Jaka jest struktura pamięci? Konkretne obrazy złączone z żywą emocją, ilustrujące wiedzę-syntezę wyłonioną z setek konkretów i (zatartych) emocji; jedno wspiera drugie. Jaka procedura prowadzi do takiej struktury? Wspomniany zoom (-in i -out). Zmiana rytmu. Brak autocenzury. Zlekceważenie „gatunkowizmu” (ech, ta jakże często napotykana solenność snucia wspomnień, ten koturn...) – autor sam sobie gatunkiem! I pytanie: które z tej trójki abstrakcji są „pierwotne”, które – zależne? Czy można taką konstrukcję „podrobić”? Trzeba (sądzę) całego mnóstwa słuchu językowego, ponawianych prób, gromadzenia obrazów, relacji. Użycia wyobraźni. Ciężka sprawa.
———
[UZUPEŁNIENIE] A tutaj krótka historia tej sieciowej publikacji. Powinienem zadbać o wskazanie jej linkiem wcześniej.
4 [komentarze]:
Fascynujące w rzeczy samej. Dziękuję.
Czy mogę wnieść drobną poprawkę? Jest w Sieci nie dzięki andsolowi, ale dzięki Janowi Hartmanowi, profesorowi filozofii, który nie tylko na zamieszczenie książki jego Ojca zezwolił ale i dosłał tekst (wraz z nową przedmową, pióra prof. Grossa). Co prawda w dziwnym formacie *.doc , ale nie takie rzeczy już się przenosiło na html.
Dzięki, andsolu, za poprawkę, z mojego punktu widzenia bez Was obu nie miałbym szans na lekturę. Uzupełniłem blogonotę. Ceterum censeo Małomiękkiemu za format .doc dziekować nie będę, jak nie ten, znalazłby się inny.
Bardzo dziękuję za miłe słowa pod adresem książki mojego ojca, a andsolowi (znanemu mi in personam) za zamieszczenie tekstu w sieci. Ma wyjść drugie wydanie wspomnień Stanisława Hartmana - w Austerii. Może już jesienią 2009.
Serdecznie pozdrawiam, J. Hartman
Prześlij komentarz