2009-03-22

nice etycznej arogancji


Wzmianka w „Polityce”, „short” w „Dzienniku” – tyle znalazłem oddźwięku książki Marii Janion Bohater, spisek, śmierć. Wykłady żydowskie. Mało, choć trzeba dodać, że książka ukazała się w lutym, więc może jeszcze nie pora na solidniejsze reakcje.

Moim zdaniem, lektura obowiązkowa. Nie tylko dlatego, że np. rozdział „Mit założycielski polskiego antysemityzmu” przynosi szereg zgoła podstawowych w tytułowej kwestii informacji, jak choćby o treściach współtworzącego nurt antysemityzmu eliminacyjnego (tak, skojarzenie z „ostatecznym rozwiązaniem” uprawnione) tekstu Stanisława Staszica O przyczynach szkodliwości Żydów i środkach usposobienia ich, aby się społeczeństwu użytecznymi stali, o którym to tekście wzmianek nie pamiętam ze szkoły (ale, po prawdzie, na historii często nie uważałem). Albo dlatego, że sensownie jest tam zinterpretowana Spowiedź. Dzieje rodziny żydowskiej podczas okupacji hitlerowskiej w Polsce Calka Perechodnika, wraz z informacją o sfałszowanych wydaniach pierwszym/drugim, na których echa być może natykaliście się u hm, spadkobierców ideowych Staszica, i pełnym wydaniu z 2004, na podstawie rękopisu. Dla mnie również dlatego trzeba tę książkę przeczytać, że zbiera i dyskutuje znaczenie wypowiedzi o etycznym wymiarze Holocaustu; w tej części książki napotykamy Kertesza, Celana, Borowskiego, Pankowskiego, Leviego, Adorna i innych. I z tej właśnie części zacytuję (przewrotnie, bo tekstu samej Janion będzie niewiele) poniższe:
Slavoj Žižek pisze, powołując się na Agambena, że „muzułmanina nie sposób po prostu zignorować: każde stanowisko etyczne, które nie stawia czoła przerażającemu paradoksowi muzułmanina, z definicji jest nieetyczne, jest obrzydliwą parodią etyki – gdy faktycznie stajemy w obliczu muzułmanina, pojęcia takie jak «godność» jakoś pozbawione zostają swojej treści. Innymi słowy «muzułmanin» nie jest po prostu «najniższym» z hierarchii typów etycznych («nie tylko nie mają oni godności, stracili nawet swoją zwierzęcą żywotność i egotyzm»), lecz poziomem zerowym, który całą hierarchię czyni bezsensowną. Niebranie pod uwagę tego paradoksu oznacza udział w tym samym cynizmie, który praktykowali sami naziści, gdy najpierw zredukowali Żydów do poziomu przedludzkiego, a następnie obraz ten zaprezentowali jako dowód własnego nadczłowieczeństwa – dokonali ekstrapolacji do skrajności standardowej procedury poniżenia, w której, powiedzmy, zabieram pasek od spodni osoby obdarzonej szacunkiem, zmuszając ją tym samym do przytrzymywania spodni rękoma, po czym wyśmiewam ją jako pozbawioną dostojeństwa, Dokładnie w tym sensie nasza moralna godność ostatecznie zawsze jest zafałszowana: opiera się ona na tym, że mieliśmy wystarczająco dużo szczęścia, by uniknąć losu muzułmanów. Fakt ten być może wyjaśnia także «irracjonalne» poczucie winy, które nawiedzało tych, którzy przeżyli nazistowskie obozy: tym, czemu w najczystszej postaci musieli stawić czoła ocaleli, nie była całkowita przygodność tego, że przeżyli, lecz, w sposób bardziej zasadniczy, zupełna przygodność tego, że zachowali swoją moralną godność, najcenniejsze jądro naszej osobowości, zdaniem Kanta”. Jest to, być może, utrzymuje Žižek, najważniejsza lekcja etyczna dwudziestego wieku: „powinniśmy porzucić wszelką etyczną arogancję i pokornie przyznać, jak wiele mamy szczęścia, mogąc działać etycznie”.

30 [komentarze]:

MEP

Czytalam (Janion). Moim zdaniem -doskonala, choc kupowalam z pewnym wahaniem, bo dotychczas srednio mi szla (tez Janion:). Na szczescie wciagnela mnie juz w ksiegarni.

nameste

MEP: Ja mam prosty, choć kompletnie niepraktyczny (np. w księgarni) test jakości: jeśli chce mi się przepisywać, a co więcej – przerywam z żalem [taką bezsensowną ;) akcję]. to książkę mam za dobrą.

MEP

Ja najbardziej lubie test kawowy, ale to mozliwe tylko w duzym Emmpiku. Jesli przy jednej kawie -mala latte macchiato - ksiazka mi sie spodoba , to kupuje...
Ale na szczescie czesto podobaja mi sie jeszcze szybciej...;)

MEP

P.S. Nie wiem, jak sie pisze to "makjato":)

nameste

Nie dam się wciągnąć w dyskusję na temat rozwydrzeństwa & rozpusty (małe latte macchiato?). Lepiej powiedz, czemu uważasz akurat tę Janion za doskonałą.

MEP

Jutro Ci napisze, jestem wymeczona lotniskami (przed chwila wrocilam z domu), klade sie spac.
Dobranoc.

Cyncynat

moze to ja jestem niedorozwiniety, ale ten cytat Zizka to zagmatwany polamaniec.
Np to: " Innymi słowy «muzułmanin» nie jest po prostu «najniższym» z hierarchii typów etycznych («nie tylko nie mają oni godności, stracili nawet swoją zwierzęcą żywotność i egotyzm»), lecz poziomem zerowym, który całą hierarchię czyni bezsensowną."
No nie jest to ani spojne, ani logiczne, ani chocby ladne.

Po pogooglaniu zgaduje, ze piszac o "przerażającym paradoksie muzułmanina" Zizek refererowal czyjes poglady, nie swoje i nie Agambena. Ale to moge zgadywanie, bo za nic nie moge tego wniosku wyciagnac z cytatu. Ktos tu "niedobrze" zacytowal: Zizek Agambena, Janion Zizka, albo Ty Janion.

nameste

Cyncynat: Agamben (w Co zostaje z Auschwitz) odnosi sie do Primo Leviego, którego poglądy (między Czy to jest człowiek a Pogrążeni i ocaleni) przeszły wg Janion pewną ewolucję. Z kolei Žižek odnosi się do Agambena odnoszącego się do Leviego, a Janion do nich wszystkich. Ponieważ nie znam Leviego (te pozycje wyszły po polsku), ani Agambena (też wyszedł, w 2008), mogę się opierać jedynie na tekście Janion. Zakładam jednak, że relacjonuje uczciwie, a w szczególności – cytuje dokładnie.

Z paradoksem muzułmana wiążę wcześniejsze streszczenie dokonane przez Janion, wg którego Levi z jednej strony uważał muzułmana za najbardziej wiarygodnego świadka obozu koncentracyjnego, ale ten świadek milczał. Z drugiej strony podkreślał pustkę wewnętrzną muzułmana, który zapomniał o godności i rozsądku, zatracił samego siebie, pozwolił wyzuć się z człowieczeństwa.

Z trzeciej strony, Levi pod koniec życia przeszedł kryzys siebie jako świadka. Pisze o tym Alexander H. Rosenfeld: Ocaleni nie są prawdziwymi świadkami, uznał Levi, ale mówią „zamiast nich, w zastępstwie”. Oczywiście, cytuję za Janion.

Musiałbym jednak za dużo cytować (pewnie cały rozdział „Jeśli mówię o czymś na pozór całkiem innym, to i tak mówię o Auschwitz” (tytuł rodziału jest zdaniem z Kertesza). Albo bardzo solidnie popracować, by w streszczeniu przedstawić tę partyturę Janion, zestrajającej różne głosy na użytek własnego wywodu. Trudne zadanie, i zapewne niepotrzebne.

Miło, że zajrzałeś (jesień idzie, right?)

kwik

W tekście PAP (powielonym wielokrotnie) jest:

Korzenie antysemityzmu w Polsce badaczka znajduje dopiero w literaturze porozbiorowej, pod koniec XVIII wieku, kiedy ukazywały się pisma Stanisława Staszica. W Przestrogach dla Polski z 1790 roku jest rozdział O przyczynach szkodliwości Żydów i środkach usposobienia ich, aby się społeczeństwu użytecznymi stali, gdzie Staszic określa starozakonnych jako przyczynę wszelkich nieszczęść narodu polskiego.

Otóż w "Przestrogach dla Polski" jest co prawda osobny rozdział "Żydzi", ale "O przyczynach szkodliwości Żydów" to już osobne dzieło naszego wielkiego rodaka. PAP się myli czy Janion? Poza tym Staszic nigdzie nie pisze, że wszelkich.

Cyncynat

jesien jest fajna, nazwy por roku tu maja inne znaczenia od tych europejskich. ostatnich pare dni spedzilem biegajac po fiordlandzie w podkoszulku i krotkich spodenkach (poza przejsciem przez jedna zimna przelecz).

czytam caly czas blog, tylko nie odzywam sie, bo nie mam nic do powiedzenia. a moze: coraz mniej do powiedzenia?

nameste

kwik: PAP mylił się tysiące razy. Co oczywiście nie przesądza, że jest tak też w tym wypadku.

nameste

Cyncynat:

bo nie mam nic do powiedzenia. a moze: coraz mniej do powiedzenia?

To może być wina tematyki (u mnie). I częstotliwości ;), marnej.

nameste

MEP: czekałem w milczeniu, ale pomyślałem sobie, że lepiej poczekać głośno :)

MEP

nameste, wywolana odzywam sie z usprawieliwieniem - ilekroc usiade, zeby cos napisac ktos wlazi albo dzwoni i czegos chce (skandal!:) Nie moge sie skupic.
Na razie, tyle - ta ksiazka mi sie spodobala, bo jakos mnie zaiteresowala. Kupilam kiedys w ciemno "Goraczke romantyczna" i nie moglam przez nia przebrnac (w koncu wyladowala u jakiejs studentki, na chwale Boza;).
Wydawala mi sie jakas wydziwiona, a glowna mysla bylo "A co mnie to wszystko...?"
"Slowianszczyne" i chyba cos o wampirze;) juz tylko przegladalam, z podobnym skutkiem.
Chyle jednak czolo przed jej (Janion) pracowitoscia i erudycja. Czy ona sama sobie robi research? Niesamowite!
Teraz jednak mnie jednak wciagnela, choc w pewnym sensie przeciez jakos odcina kupony od poprzednich dziel.
Ale: po pierwsze niewiele dotad wiedzialam o Berku Joselewiczu i rozwoju jego legendy, tak jak i o uczestnictwie Zydow indywidualnych jak i calych gmin w zrywach zbrojnych; poza tym "po mojej linii" jest bedace w tle ksiazki odrzucenie "predystynacji" pewnych cech przypisywanym calym grupom (jak Zyd to tchorz, jak muzulmanin to terrorysta itp.). Niespodzianka byl dla mnie Staszic, ale to raczej przez zdziwienie faktem, ze w ogole sie tym zajmowal, bo co do zawartosci wykladu to widze np. podobienstwa ( z pozniejszym oczywiscie) wywodem np. doktora Schumana w mojej ulubionej "Lalce" ( rozumiem , ze w jakims sensie porte parole Prusa, ktory przeciez idiota nie byl)

Przeczytalam tak ze 3/4 (Janion) - reszta zostala i czeka do Swiat, bo w bagazu pierwszenstwo dostaly slowniki:). Coz, trudno zmiescic "cale zycie" w 20 kg.:)

nameste

MEP: dzięks. A więc doceniasz warsztat, ale o ocenie decyduje zainteresowanie tematem. Ja miałem jeszcze taką refleksję, że w tej książce, choć i nad nią unosi się biblioteczny kurz i stęchły zapach popleśniałych papierów z zamierzchłych czasów, lepiej niż w innych obecna jest ciągłość: tu ta zamierzchłość jest nadal aktualna. Co akurat jest poniekąd ponure (ale – ciekawe).

kwik

Każdy się myli, ale co innego mylić się na własny rachunek, a co innego robić z kogoś głupka.

MEP

Uwielbiam zatechle papiery.
Ad: temat,
Bo wiesz co? ja chyba nie bardzo lubie Romantyzm. No bo tak:
Mickiewicza zapodawal mi dziadzius, kiedy bylam jeszcze w przedszkolu. Byl z pokolenia, ktore cale "epoki" znalo na pamiec. Tak wiec przepowiadalismy sobie "Ballady i romanse", fragmenty Pan Tadeusza itp.; dzieciom uczenie sie na pamiec raczej sprawia przyjemnosc, a i czesc utworiow niepozbawiona jest bajkowego uroku ( np. Powrot taty przezywalam za kazdym razem bardzo, mimo ze przeciez znalam final). No i Mickiewicz ulokowal sie gdzies w okolicach Brzechwy, Tuwina, Szelburg - Zarembiny i Makuszynskiego - jednakowoz troche nizej:). I potem nic juz go nie wynioslo na wyzyny, choc przeczytalam (chyba) wszytko. Potem bylo nastolatkowe zafascynowanie Slowackim, a jeszcze pozniej Norwidem (to sie utrzymuje:), ale juz na zupelnie innym gruncie. Krasinskiego nie trawilam nigdy.
Do jakiejs glebszej refleksji zmusily mnie dopiero pamietniki Josepha von Eichendorfa, poety niemieckiego, mieszkajcego w mojej okolicy i opiewajacego swe strony, heimat w doslownym tego slowa znaczeniu (byl o tylez slaski, o tylez polski, o tylez czeski, co niemiecki).
I wlasnie z jego wspomnien dowiedzialam sie jaka dokonywala sie w tych czasach rewolucja intelektualna, ile fermentow ile sporow, przemian o charakterze spolecznym. Ja rozumiem, ze huistorycy literatury to wwszystko wiedza i jesli sie poszuka to sie znajdzie, ale u nas ( szczegolnie w "procesie edukacyjnym" analizuje sie ten okres glownie w wywmiarze ekstatycznym. I robi to, toutes proportions gardees, w swoich rowniez Janion, choc zastrzega ze a rebours:)

MEP

P.S. Chodzi mi oczywiscie o zestawienie temat vs warsztat vs lubienie ksiazek Janion.

nameste

MEP: To ciekawe, ja też nie lubię romantyzmu, albo duszne egzaltacje, albo papuganarodów-mesjanizm-gadki-z-bogiem-w-celi, albo też pseudoludowe bajędy. Przerysowuję, oczywiście. Niemniej mam do dziś jakiś odruch niechęci, który najżywiej odzywa się przy okazji braci Grimm, a właściwie – ekranizacji braci Grimm: te wioseczki, ludność w pludrach&harcapach, to żałosne demonorium ;)... Coś nieznośnego.

A z drugiej strony, wszystko, co wyżej – nieprawda. Bo jak oni pisali! jakim polskim językiem! Mickiewicz zwłaszcza; gdy (po latach) z własnej nieprzymuszonej woli ponownie (a właściwie: pierwszy świadomy raz) przeczytałem Pana Tadeusza, nie mogłem się otrząsnąć z podziwu. Do dziś się otrząsam... i nic. Choćby to:

Było to za Kościuszki czasów; Pan popierał
Prawo trzeciego maja i już szlachtę zbierał,
Aby konfederatom ciągnąć ku pomocy,
Gdy nagle Moskwa zamek opasała w nocy;
Ledwie był czas z możdzerza na trwogę wypalić,
Podwoje dolne zamknąć i ryglem zawalić.
W zamku całym był tylko pan Stolnik, ja, Pani,
Kuchmistrz i dwóch kuchcików, wszyscy trzej pijani,
Proboszcz, lokaj, hajducy czterej, ludzie śmiali;
Więc za strzelby, do okien; aż tu tłum Moskali
Krzycząc: ura! od bramy wali po tarasie;
My im ze strzelb dziesięciu palnęli: "a zasie!"
Nic tam nie było widać; słudzy bez ustanku
Strzelali z dolnych pięter, a ja i Pan z ganku.
Wszystko szło pięknym ładem, choć w tak wielkiej trwodze:
Dwadzieście strzelb leżało tu, na tej podłodze,
Wystrzeliliśmy jedną, podawano drugą,
Ksiądz proboszcz zatrudniał się czynnie tą usługą
I Pani, i Panienka, i nadworne panny;
Trzech było strzelców, a szedł ogień nieustanny;
Grad kul sypały z dołu moskiewskie piechury,
My z rzadka, ale celniej dogrzewali z góry.
Trzy razy aż pode drzwi to chłopstwo się wparło,
Ale za każdym razem trzech nogi zadarło,
Więc uciekli pod lamus; a już był poranek.

Samo to suche, bezczasownikowe wtrącenie wszyscy trzej pijani warte więcej niż, nie wiem, pół Asnyka ;).

Oni potrafili pisać, to oni używali języka, a nie język – ich. Deklinacja się nie zgadza? pies ją trącał :) – ma być rytm, ma być zwięzłość, ma być w co drugim wersie małe zaskoczenie.

BTW, widać (po tym fragmencie) jak się Mickiewicz także świetnie bawi, jak te trójki wsadza co i rusz, jak tym stylizuje. Świetna robota.

Przepraszam, zagalopowałem się nieco od rem.

MEP

Hmm, to moze blad tkwi w tzw. timingu. I Mickiewicza powinno sie podawac wlasnie najpierw w dziecinstwie dla rozbudzenia wyczucia rytmu i jezyka - nie przypadkiem przeciez znalazl sie w sasiedztwie Brzechwy czy Tuwima rowniez fantastycznie bawiacych sie jezykiem i konwencja (to arcydziela przeciez sa). Dzieci to naturalnie lubia i czuja.
A potem (znowu do Mickiewicza) juz w wieku doroslejszym, kiedy na powrot, ale juz swiadomie nie instynktownie, zaczyna sie cenic kunszt jezykowy, ma szerszy horyzont i mozna dostrzec wiecej. Pana Tadeusza przerabialismy chyba w szostej klasie szkoly podstawowej. To zbrodnia.
W ogole "timing" w czytaniu niektorych autorow jest sprawa podstawowa.

kwik

MEP - tak, właściwy timing to podstawa wszystkiego. Także w przyrodzie.

A Staszic nie dość, że był brzydkim antysemitą, to jeszcze:
"Miał także i swoje dziwactwa, chociaż nikomu nieszkodliwe. Lubił naprzykład pisać poezye, do których nie miał zdolności i nowe wymyślał wyrazy, które często były bardzo pocieszne." (Limanowski, Żywot Staszica)

MEP

A ja wlasnie mam problem ze Staszicem. Mam problem z Prusem. Mam problem z Kossak - Szczucka. I mysle, ze zwekslowanie ich na antysemitow jest zbyt latwe i zbyt uproszczone.
Holokaust rzeczywiscie i slusznie ciazy na tematyce zydowskiej, i chyba utrudnia analize zjawisk.
Wspolistnienie
obok siebie dwoch duzych spolecznosci (z jednej strony wyrazistych, z drugiej rowniez wewnetrznie podzielonych) musialo rodzic problemy spoleczne roznego rodzaju i wynikajace z roznych (nie tylko rasistowskich czy ksenofobicznych) uwarunkowan.
My mamy dostep tylko do ocen (nie wiemy, na ile uzasadnionych) i diagnoz (nie wiadomo, na ile trafnych) ze strony osobistosci polskich oraz ze strony Zydow zasymilowanych. Ciekawe czy istnialy podobne dziela/wypowiedzi/analizy (o Polakach)ze strony np. konserwatywnych rabinow na wewnetrzny uzytek wspolnot zydowskich. Ciekawie byloby dokonac porownania, zwlaszcza ze czesc wspolnot swiadomie wybierala izolacje.
Interesujacy jest tez stosunek Zydow zasymilowanych do tradycyjnych. Chyba nikt nie byl tak okrutny w ocenach jak ci pierwsi. Warto zajrzec np. do ksiazki "Twarz Tuwima". Przed wojna uaktywnial sie antyantysemicko jezeli atak przychodzil z zewnatrz, poza tym nie oszczedzal swoich braci "chalaciarzy". "Nawrocil sie" zupelnie dopiero po II wojnie swiatowej.
Podobne obrazki znajdziemy u Grynberga (" Nie wrzeszcz tak i nie gestykuluj - zachowujesz sie jak Zyd")
Ale wracajac do problemow. Ani ci ktorzy je dostrzegali w calej zlozonosci, ani ci, ktorzy upraszczali nie umieli znalezc dla nich skutecznego rozwiazania. Nawet gdyby to przeciez procesy spoleczne trwaja dlugo, nie przebiegaja linearnie, no i budowa spoleczenstwa to dziesiatki lat zmudnej pracy (i to w warunkach istniejacej i stabilnej politycznie panstwowosci).
Ciekawe czy, zalozywszy, ze nie bylo Holokaustu, my, wspolczesnie, potrafilbysmy sie z tymi problemami uporac?
To tez przyczynek do konkluzji Zizka. Zycie w homogenicznym spoleczenstwie oszczedzilo nam tej proby.

kwik

@ MEP - przynajmniej w przypadku Staszica sprawa jest jasna, bo widać jak jego antysemityzm rozkwita i staje się coraz bardziej absurdalny (zakładam, że ogólnie dostępna chronologia twórczości Staszica zgodna jest z prawdą). Starocie czytam z poprawką na ducha czasów, ale gdy Staszic ubolewa, że polscy Żydzi posługują się językiem, którego nikt nie rozumie, to jednak tracę cierpliwość. Nie oszukujmy się, ten wielki patriota był psychopatą i przygłupem.

Od Żydów zasymilowanych trudno oczekiwać obiektywności, świeżo upieczony musi bredzić.

Zagłada naszych Żydów nie rozwiązała ani jednego polskiego problemu, od chłopskiego pijaństwa (konik Staszica) zaczynając, a na ogólnej niemocy kończąc. Waga tzw. problemu żydowskiego była jednak mocno przeceniana (świadomie albo nie).

MEP

Panie kwiku, ja nie pisze o problemach spoleczenstwa polskiego, za ktore obwiniano Zydow, chodzi mi o problemy wynikajace ze styku tych dwoch spoleczenstw, bo takie musialy byc.
I mam wrazenie ( bo zbyt mala wiedze), ze nigdy nie zostaly dobrze ( w sensie wyczerpujaco) zdiagnozowane.
I proponowalabym troche pokory. Latwo oceniac, majac te wiedze jako dzis mamy; Holokaust "zweryfikowal" spojrzenie wiekszosci z nas na rozwiazywanie kwestii narodowosciowych raz na zawsze (mam nadzieje), ale nie wiemy (ja nie wiem) i nigdy sie juz niestety nie dowiemy jak myslelibysmy, gdyby ci wszyscy Zydzi tu z nami zyli, ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami.
Oczywiscie kazdy z nas lubi o sobie myslec w kategoriach anielskich, ale tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono (ze przypomne przyklad Kossak - Szczuckiej, ktora nie ewoluowala bynajmniej na filosemitke i zachowala pewnie czesc swych uprzedzen, lecz byla po prostu szlachetnym czlowiekiem).

kwik

@ MEP - im gorzej problem zdiagnozowany, tym skromniejszy i bardziej przyziemny powinien być plan jego rozwiązania. Moja pokora znika jak kamfora gdy ktoś proponuje "nie do przyjęcia plan" i nie musi to być zaraz plan podły i okrutny, wystarczy że jest głupi i niemożliwy do urzeczywistnienia.

Nie mam złudzeń co do swojej ksenofobii, przecież mnie też denerwuje, gdy ktoś mówi w niezrozumiałym dla mnie języku i w dodatku dwa razy głośniej niż ja. Natomiast nie posunąłem się nigdy do snucia dalekosiężnych planów poprawy mojego komfortu przez odebranie komuś praw, których sam nie chciałbym stracić. Tu rzeczywiście czuję się lepszy - bo skoro już odebrałem sobie przywilej bycia lepszym, to muszę się czymś pocieszyć.

MEP

OT: Last FM bedzie od kwietnia platne.

nameste

MEP: To byłoby smutne. Tzn. i w tej chwili jest płatne dla chętnych, a dla innych, z mniejszą funkcjonalnością – za friko. Czy Twoja wiadomość oznacza, że zostają tylko konta płatne? I skąd pochodzi ona?

MEP

http://technologie.gazeta.pl/technologie/1,93213,6422706,Last_fm_Radio_platne_dla_Polakow____i_nie_tylko.html

nameste

Bastards! They killed Kenny!

Thx, MEP.

nameste

Wypada odnotować solidną reakcję (por. pierwszy akapit blogonoty) na książkę Janion: tekst Kazi Szczuki Żydzi Marii Janion z długoweekendowej Wyborczej z 13-14 czerwca 2009 (link podaję jednak do miejsca odpornego na zaniki dostępu do archiwum).