2009-03-15

chazarski smutek


Znów przyłapuję się na uzależnieniowym odruchu przeglądania internetu w nadziei przeczytania czegoś ciekawego. Lub ważnego. Lub choćby ujmującego, z jakichkolwiek względów. Proporcja rodzynek do ciasta jest słaba, albo też mam bezwiednie smak na jakąś dziczyznę, a nie kisiel. Sięgam więc na półkę i odkurzam. Jakież to niebezpieczne! Bo też włącza tryb uzależnieniowy, wciąga, ale bez rosnącej nudy i znużenia; muszę dawać sobie po łapach, by przerwać (jako że wzywają sprawy takie czy inne). Oto zaleta internetu: odrywasz się od niego z ulgą. Poniekąd. (Bo i tak wracasz, w nadziei, że... itd.)

Wyciągnąłem po dwóch dniach ponownie tę książkę z półki, otworzyłem w losowym miejscu, przepisuję:
Al-Bakri, „Hiszpan”, posługiwał się znakomitą arabszczyzną, jaką mówią aniołowie, lecz w ostatnich latach życia, w głębokiej starości, jego styl uległ zmianie. Stało się to wówczas, gdy zaczął karmić swój rok sześćdziesiąty siódmy; był łysy, leworęki i prawonogi, a jedyne, co mu pozostało, to para dużych, pięknych oczu jak dwie błękitne ryby. Pewnej nocy al-Bakri miał sen, w którym jakaś kobieta dobijała się do jego drzwi. Przez otwór w drzwiach, w świetle księżyca, dobrze widział z łóżka jej twarz upudrowaną, jak u dziewic, mączką rybną. Gdy podszedł, aby ją wpuścić do domu, okazało się, że stukając nie stała pod drzwiami, lecz siedziała. Siedząc była taka wysoka, jak on. A gdy zaczęła wstawać, trwało to tak długo i sięgnęła takich wysokości, że przerażony al-Bakri, zamiast we własnym łóżku, gdzie śnił wspomniany sen, obudził się w klatce. Był dwudziestoletnim młodzieńcem, lewonogim, o długich kędzierzawych włosach i brodzie, z którą wiązało się całkiem nieuzasadnione wspomnienie: maczał brodę w winie i omywał nią piersi jakiejś dziewczyny. Nie znał języka arabskiego, a ze strażnikiem, który wypiekał dla niego chleb z  mączki muszej, rozmawiał bez przeszkód: strażnik rozumiał jego język, on natomiast nie. W gruncie rzeczy nie znał już ani jednego języka, i to był jedyny ślad prowadzący do niego dawnego sprzed obudzenia.

Klatka wisiała nad wodą. Gdy nadchodził przypływ, tylko głowa wystawała
al-Bakriemu nad fale, podczas odpływu zaś mógł schwytać ręką raka lub żółwia, albowiem woda morska ustępowała, wzbierała natomiast woda rzeczna, i słodką wodą zmywał z siebie słoną. Pisał w tej klatce zębami na skorupach raków i żółwi. Nie umiał jednak przeczytać tego, co napisał, i wypuszczał zwierzęta do wody nie wiedząc, jakie przesłania wysyła w świat. Kiedy indziej znów, chwytając żółwie podczas odpływu, znajdował na ich skorupach jakieś zapisy, odczytywał je, lecz nie rozumiał ani słowa. Umarł śniąc słone piersi kobiece w sosie z bólu zębów i ucząc się na nowo języka Księgi Boga od drzewa, na którym wisiała jego klatka.
To fragment Słownika chazarskiego Milorada Pavića (tCHu, Warszawa 1993). I myślę teraz, że gdy pomilczę (znowu), to będę milczał na ten smutny, chazarski temat.

21 [komentarze]:

kabiria

powiem tyle: piękne. To obmywanie naprzemian słoną i słodką wodą. Podoba mi się. Pozdrawiam tak przy okazji, bo wychynęłam sobie z niebytu i może już do niego nie wpadnę ;)

kabiria

na przemian - oczywiście. Jeśli do wybaczenia takie potknięcie... ;)

kwik

Mnie tylko "w sosie z bólu zębów" nie pasuje (choć oczywiście rozumiem, że ssący starzec mógł mieć problem z zębami).

nameste

kabiria: wychynąwszy, nie wpadaj (w niebyt, bo do mnie, owszem, wpadaj) :)

Co do Słownika, ma on stron 300, pełnych tak samo gęstej jak przytoczona prozy.

nameste

kwik: starzec obudził się młodzieńcem (lewonogim, w klatce); podejrzewam, że umarli obaj naraz, ale to młodzieniec mógł mieć problem z zębami: nie od ssania (heh), a od twardych skorup i skorupiaków, od pisma.

MEP

Ciekawe co to znaczy lewonogi? Czy mial tylko lewa noge (sprawna?)? Czy zaczynal (marsz np.) z lewej nogi?
Az sie prosi:
Raz lewonogi mlodzieniec z Kordoby...:)

nameste

MEP: lewo(prawo)-nogość może powinna być traktowana jako hm, poetyzm (ta proza jest mocno poetycka, cała skonstruowana na archetypach i snach), ale też może znaczyć coś, o czym my zdążyliśmy zapomnieć, a co będzie oczywiste dla koni/koniarzy czy skoczków wzwyż (a może wszystkich skoczków)/ich trenerów.

Z Kordobą ostrożnie, rzecz jest bałkańska, a Chazarowie między jakąś Samarkandą a Mitem.

MEP

Wyjasnienie, ze "mial wybitna lewa";) mnie zaspokaja...:)
I nic nie poradze na to, ze gdy ktos mowi al-Bakri mysle Kordoba;)

nameste

MEP: mnie "wybitna lewa" nie tylko nie zaspokaja, ale wręcz (wnóż!) wydaje się nie na temat: to jakiś anachronizm czy co.

A swoją drogą, Pavić (albo jego dwie tłumaczki, Elżbieta Kwaśniewska i Danuta Cirlić-Straszyńska) rozróżnia wyraźnie: lewonogi (praworęki), a nie lewonożny (praworęczny). Wydaje mi się to ważniejsze niż na pozór.

MEP

nameste,
moze po prostu jestes przywiazany do "wybitnej prawej" (http://www.rosjapl.info/muzyka/wysockitekstyru.php#prygun)?
Tam zreszta tez nie "o to" chodzilo. Chyba:)
A ksiazke mama "gdzies". Oczywiscie nie pamietam gdzie i czy "wlasciwy" Egzemplarz...;)

nameste

MEP: czyżbyś miała jednak na myśli "nogę wybijającą" [resp. толчковая нога]? Paskudny ten żargon sportowy, hm, ale znalezisko Wysockie a propos. Względnie. Mam bowiem dziwne przekonanie, że al-Bakri nie był skoczkiem, kto wie, może nawet w sensie szachowym.

Aha, nie jest pewne, jaka jest właściwa płciowość egzemplarza Słownika. Znaczy, czy ma byc zgodna z płcią czytelniczki/czytelnika, czy może przeciwnie.

MEP

1.W tlumaczeniu polskim Mlynarskiego (ktorego nie umialam znalezc) jest wlasnie "wybitna prawa":
"Ja mam wybitna prawa, prawa skacze ja...", i to mi sie wlasnie skojarzylo najsampierw.
Zreszta opozycja prawa - lewa pojawia sie tez u Okudzawy w piosence bodajze "Metro"
" ...stajemy z prawej, przechodzimy z lewej"; "...a jesli w przod chcesz isc pamietaj, ze masz lewej strony trzymac sie"
Moglam cos poplatac, ale nie mam czasu siegac do zrodel.
2. Plec egzemplarza
Wcale nie jest wazna. O czym swiadczy to, ze nie wiem, ktory egzemplarz mama ( moze zreszta oba, albo po dwa takie same;). I nie pamietam, szczerze piszac, czy gdy kupowalam w ogole zwrocilam na to uwage...
Ciekawe swoja droga po co zostaly podzielone. Moze po to by plcie z przekory siegaly po egzemlarz "przeciwny" i w ogole czytaly ( z wypiekami;)?

nameste

MEP: już drugi raz piszesz "egzemplarz mama", to coś znaczy specjalnego, czy Ci się klawiatura rozszaliwuje? Żylasto ;) czy jakoś.

Co do "egzemplarz męski/egzemplarz męski" strona tytułowa powiada tak: "Egzemplarz męski [ż.] / Żeński [m.] różni się jednym akapitem, jest to jednak różnica zasadnicza". Może to być ośrodek krystalizacji snu (zbiorowego, ekhem, tj. z podmiotem śniącym = nieświadomości zbiorowej).

PS Polskie przekłady Wysockiego (i Okudżawy też) są na ogół do dupy.

nameste

Tfy, dałem (testosteronowo) dwa razy męski tam, gdzie jednym z nich powinien być żeński. Wybaczcie. Wybaczcie.

MEP

To znaczy ze:
- nie mam "poprawiacza" polskiego, albo przeciwnie mam i o tym nie wiem ( malo mozliwe),
- ekran komputera stoi (za) daleko, a okulary sa do zmiany.
Ale milo, ze zauwazyles...
:)

kwik

Egzemplarz żeński różni się od żeńskiego tylko jednym akapitem

camoes

W kwestii rodzynek. A moze nie do konca nawet one, bo przeciez zasuszone. Juz kiedys mialem linka niesmialo przyslac. Zdziwie sie troche jesli tego nie znasz, ale tak na wszelki - http://biuroliterackie.pl/przystan/czytaj.php?site=100&co=txt_0015

nameste

camoes: znam, znam :), ale dobry, suszony link zawsze w cenie. Powiem nawet, że (tamte, stare) entuzjastycznie znam, a to wyróżnienie dlatego, że deczko mnie rozczarowało ostatnie Po tęczy.

camoes

Uff.:) Bo przeciez pisanie ma byc (czasami, ale nie okazyjnie) a bout de souffle. Ja takze entuzjastycznie, a moze nawet bardziej. I tez mocniej te stare, choc bronie sie przed domyslnym mysleniem, ze lepiej juz nie bedzie i ze ewolucja jest naturalna koniecznoscia rowniez w pisaniu.

A tymczasem mozna wracac i sprawdzac oraz czytac i znajdowac.

Jan

Drogi Autorze bloga. Trafiłem na miłe słowa na swój temat i chciałem tylko ukłonić się Panu/Pani i serdecznie podziękować. Pozdrawiam z Jerozolimy (przepraszam, że nie na temat). Jan Hartman

nameste

Jan Hartman: Dziękuj ę, pozdrawiam wzajemnie.

Gdyby zaś Pan zajrzał tu jeszcze, polecam Pańskiej uwadze uwagę-postulat, jaką napisałem w tej blogonocie, poświęconej wycieczce na stronę www z Pańskimi tekstami:

„Autorze (gdybyś kiedykolwiek czytał te słowa), miło by było zobaczyć już w spisie datę powstania danego tekstu, bo ktoś, kogo nie stać na lekturę wszystkich, mógłby odnaleźć własny klucz selekcji – datowanie byłoby w tym pomocne."