Klasycyzująco
Poniższe przytoczenie dwóch wierszyków Ryszarda Chłopka (jak zwykle załączam Wyrazy) pozwolę sobie zadedykować andsolowi (pierwszy) i dla wszystkich zawiedzionych milczącym majem (drugi).
Problemy z Achillesem
Czy Achilles może złapać żółwia, rączego
w geometrię i podkutego równo po połowie?
Wyobrażam sobie, jak biegają wokół ruin
Troi, gdzie – być może – któryś kamień
nosi dobre imię Priama lub gładkość Parysa,
co do zawodów wystawia strzałę i śpiewa cięciwa.
I pięta świeci jak skorupa żółwia, i podobnie
błyszczy się rydwan Hektora, który niespodziewanie
wysunął się naprzód. Ale bukmacherzy wiedzą,
że liczy się tylko Grek i żółw. A z tych,
jak dowodzi Zenon z Elei, jedynie ostatni.
Oto więc, czy Achilles w końcu złapie żółwia?
Tak, bo prócz chyżych nóg ma też długie ręce.
Dlaczego nie barbarzyńcy
Za dzikim, choć pięknym bełkotem
jednak przykuca ciemność. Gdy wódz
Ostrogotów ćwiczy szerokie gardło
w wąskiej oracji plemion, najlepiej go rozumieją
ostrza i drzewce włóczni. Między sylabami „bar”
oraz „bar” błyszczą przekrwione oczy.
Za nim stoi olszyna, przy pniu – nie może
tego wiedzieć – oddawał mocz młodociany cesarz,
którego teraz choroba uwięziła w łóżku. Któż by uwierzył,
że niebo jest takie samo po obu stronach Alp. A oni ciągle
sądzą, że ich piękno jest prawdziwe i słuszne.
Trudno im się dziwić, kiedy horda rusza,
silne, męskie uda falują nad drogą,
a ramiona – rzekłbyś – podtrzymują niebo
nad skręconym z bólu młodym Romulusem.
On już dostrzega urok swoich zmarszczek
i finezję kurzu w bibliotekach Imperium.
Zupełnie jak teraz, gdy podciągam spodnie,
odwracam się plecami do drzewa i widzę
trzech mężczyzn. Otwierają bagażnik
i cytując młodą prozę wyciągają kije.
[z tomu Węgiel]
8 [komentarze]:
B.ładne. Troche trąci Kafawisem. Moze nawet bardziej niz troche..:-)
o, MEP :)
Kawafis: tak, pewien rodzaj potoczystości z koturnem w tle ;). Część tomiku, z którego pochodzą obydwa wiersze, nazywa się „O przygodach pewnej estetyki”. Niemniej, R.Ch. pokazuje pazur, ostatni wers drugiego – po prostu pyszny!
Ostatni akapit istotnie b. zgrabny
Ale "błyszczy SIĘ"? :(
pzdr
Futrzak
o, Futrzak :)
„Się” jest dopuszczalne (w sensie normy słownikowej), ale faktem jest, że są w tym kawałku miejsca osobliwe. Zwróć uwagę na końcówkę i śpiewa cięciwa (mam pewien problem z rozbiorem gramatycznym w związku z wystąpieniem tej frazy).
"gdzie...śpiewa cięciwa"?
Trochę daleko, ale do przejścia.
Tak byłoby, gdyby był przecinek po [zdaniu wtrąconym] co do zawodów wystawia strzałę.
Między sylabami „bar” oraz „bar” błyszczą - jak pięty Achillesa -przekrwione oczy.
bardzo blyszczacy ten swiat.
( z innej beczki: mam pewne klopoty z wyobrazeniem męskich uda falujących nad drogą. )
ad „bardzo błyszczący ten świat”
No nie. Co najwyżej świat Achillesa, brak tu dostatecznych przesłanek, by uznać, że narrator wyobraża sobie te zawody z ruinami Troi w tle, stosując wyrazisty światłocień; że świecąca skorupa i błyszczący [się] rydwan są skontrastowane co do jasności z tłem, może to być pogodny dzień z wyraźnie jaśniejszymi punktami (skorupa, rydwan) – wtedy byłby to w jakimś sensie „świat błyszczący”.
Ale w drugim kawałku wyrazisty światłocień jest faktem. W tle przykuca ciemność, ostrza i drzewce włóczni tworzą półprzejrzysty las, dopiero zza niego błyszczą oczy. (Gęsto jest też od zwielokrotnionej sylaby „bar”, później zaś natykamy się na [domyślnie szary] kurz bibliotek.) A więc – normalnie Rembrandt ;), pełna skala świateł i cieni.
ad „falujące uda”
Brak nam (dziś, w języku) rozróżniena liczby podwójnej od mnogiej. Jednostkowe (podwójne) uda niby też mogą falować [celulitis!], ale trudno ten obrazek przykładać do hordy muskularnych (i zapewne – z codziennego wysiłku i nieprzejadania się – wcale nie otłuszczonych) barbarzyńców. Niemniej przeto sądzę, że chodzi o bardzo mnogie uda, „falujące nad drogą” jak łan zbóż [na wietrze] ze względu na wspólny i rozmnożony rytm kroków.
Prześlij komentarz