2008-06-30

Akceptujący Sosnowski


Jerzy Sosnowski, na którego blog zaglądam (sporadycznie), gdy zatęsknię za suką [smak, umiar, kindersztuba], wyjechał na Mazury z żoną Ukochaną (a może też z brytyjskąniebieskąkotką Leokadią). Będzie tam wypoczywał, niespięty bo odcięty. Przed wyjazdem zostawił jednak zakamuflowany na prozę wiersz (oczywiście, suka czuwała):
bez dostępu do sieci
nie będę mógł na razie
akceptować państwa komentarzy
ale proszę się nie zniechęcać
po powrocie zapoznam się z nimi
sumiennie

i udostępnię
Wyobraziłem sobie natychmiast inny rodzaj spotkania autorskiego, pisarz (powiedzmy) czyta fragment dzieła, albo (powiedzmy) wygłasza zwierzenie czy (może) odpowiada na pytania z sali. Wszyscy jednak czekają na clou programu, a gdy nadchodzi ten moment, do pisarza podchodzą kolejni chętni i szepczą mu na ucho. Pisarz milczy, trawi, zmierza się, aż wreszcie ogłasza: „akceptuję”. Albo pozostaje milczący. Jeśli zaakceptował, wolno powiedzieć głośno to, co się wprzódy na ucho szepnęło. I następny do dzieła, niech szepcze.

Gdyby był czas, można zabawę pogłębić. Pisarz otóż mógłby, po pierwszym akceptujęwstępnie i już publicznym wygłoszeniu komentarza przez osobę z sali, oznajmiać akceptujęakceptuję. Głośno, a może – stosownie do własnego wyczucia – tylko na ucho.

Dołóżmy do tych możliwych scenariuszy pogłębień jeszcze słówko nie i odpowiednią (wyspecjalizowaną) sukę. Wyobrażam sobie (dalej), jak ktoś wraca ze spotkania autorskiego niosąc we wdzięcznej pamięci taką np. reakcję pisarza:

akceptujęnie akceptuję (na ucho)

Uprzedzając ewentualne pytania: czy naśmiewam się tutaj z Jerzego Sosnowskiego i suki-bloga-jego? Gdyby ktoś wyraził takie przypuszczenie, zapewne odparłbym [zwracam uwagę: „odparłbym”, takie słowa jak „odpowiedziałbym” byłyby bodaj za słabe], że akceptuję.

 

6 [komentarze]:

camoes

Z Sosnowskich wole Andrzeja niz Jerzego.

Cyncynat

nota bene sprawa pokrewna z arystotelesem, tym drugim. czyli komentowanie uniezaleznione od autora tresci (oraz administracji strony). mam nawet pomysl i rzezbie na kolanie prototyp od paru dni. niestety rzezbienie czesto przegrywa z przyjemniejszymi i bardziej przyziemnymi sprawami ale jakos idzie.

nameste

camoes, taki powód, żeby ich porównywać, jest dość przypadkowy...

nameste

cyncynat, nie mam żadnych doświadczeń (w tym: złych) z komentowaniem na blogu Sosnowskiego, jest to blog moderowany, ale nie wypowiadam się o nietakości tych konkretnych praktyk moderatorskich (pana JS), bo nic o nich nie wiem. Spodobał mi się natomiast ą,ę-wdzięk, z jakim JS przypomina o tej własności swojego bloga.

Przypadek A2 jest poniekąd z zupełnie innej półki/szuflady/strefy, z mocno gorszych dzielnic. Ciekaw jestem Twojego rzeźbienia, mam nadzieję, że jakbyco, opowiesz, co wyszło.

Jerzy Sosnowski

Odkryłem właśnie wpis na temat mojego bloga, dziękuję. Rychło w czas (po pół roku), ale spieszę wyjaśnić, że poprosiłem znajomego informatyka o założenie mi na stronie www systemu, pozwalającego odrzucać spam. I nic innego nie odrzucam, nawet jeśli czyjś głos okropnie mi się nie podoba :) Wydaje mi się, że to kiedyś w blogu tłumaczyłem; być może należy to zrobić znowu. Pod dawniejszymi wpisami można zobaczyć alternatywę: setki komentarzy na temat viagry, stron porno etc. Brrr.
Pozdrowienia.

nameste

O, a to ci zaskoczenie. Do (hm) usprawiedliwień, jakie już podawałem w komentarzu do Cyncynata dodam tylko, że szaleństwa mojej wyobraźni mogła uruchomić pewna rozbieżność: spam można wyodrębnić błyskawicznie, połebkowo rzucając okiem, a więc udostępnianie jako następstwo sumiennego zapoznawania się sugeruje, że niektóre komentarze mogłyby zostać nieopublikowane wskutek niepołebkowego zapoznania się z ich treścią.

Było to paskudne czepialstwo z mojej strony, to prawda :)