2008-03-22

Ramota, postmodernizm i trzy duchy


Nie lubię wklejania filmików, a już wklejania na stałe (tak jak u mnie na stałe wklejony jest music boxlast.fm) – nienawidzę. Z zasady. A kiedy widzę takiego wklejonego filmika, chciałbym, żeby wklejacz/ka najpierw zechciał/a zachęcić mnie, że warto kliknąć (są tacy, wracam do muzyki, którzy wklejają muzykę z autostartem, ledwie wejdzie się na jakąś stronę, a już gra; takich wklejaczy nienawidzę nienawiścią najczystszą i strzelistą, więcej na taką stronę nie wejdę!)

Czasem jednak robi robi się wyjątki. Dziś u mnie aż trzy filmiki, choć jeden kompozytor, jeden wykonawca, dwa dzieła.
Będzie zachęta
no i idą święta
więc wklejam. Oczywiście, treściowo Jean-Philippe Rameau i jego opero-balety nie mają wiele wspólnego z „Duchem Wielkanocy” (a drugie imię jego: Triduum), powiedziałbym nawet, że wręcz przeciwnie. Również te inscenizacje są paskudnie postmodernistyczne, ba, nawet gorszące. Za to natchnione duchem zabawy, a może nawet duchem wiosny, która (pamiętajmy) właśnie, kto wie, zaczyna się zbliżać (tu, w Europie, dodam, jak na kosmopolityczny blog przystało).

Kto więc zechce na chwilę oderwać się od obrządków świątecznych i zobaczyć, co z ramotą [to żart, którego nie będę tłumaczyć ;)] potrafią zrobić Les Arts Florissants, niech klika poniżej:

9 [komentarze]:

kwik

Indianie super!

MEP

O! Filmiki....;-)

No to w koncu jak to jest z tym internetem: porno i piwo czy opera i wino?

P.S Flaneriaa mi zablokowalo ze wzgledu na sex(!). Naprawde! Jakiegos parental guidance'a mam. Chyba.:)

nameste

MEP, internet jest nieogarniony ;), zawiera wszystko (prawie).

A co do parental..., to ta Twoja Instytucja jakaś nieopatrzna ;p, skoro przepuściła dwa dolne filmiki (ale może nie próbowałaś obejrzeć?)

MEP

"...ta Twoja Instytucja jakaś nieopatrzna ;p.."

Nie wywoluj wilka z lasu, zreszta Ciebie to mi zablokuja ze wzgledu na nienawisc rasowa [vide" czestotliwosci uzycia slowa "antysemityzm" ;-)))]

blogali

Środkowa inscenizacja jest fantastyczna - w końcu rzeźba to tylko kopia, a ludzkie ciało - niedościgniony ideał ;) I to dlatego, że żywe.

I tak sobie myślę, że przebieranki za greckich bogów i inne potwory na dworze Ludwików (a właściwie za to, co się na ich temat nawymyślało), było tak samo postmodernistyczne i konstruktywistyczne, jak te adaptacje. Nie mówiąc o prawdziwym postmodernizmie w muzyce np. Turandot, Aida czy Lady Butterfly, gdzie starożytni Persowie, Hebrajczycy i Japończycy zawodzą jak pod Neapolem. ;)

Dzięki za te "trofea"! :)

Ciepło

nameste

blogali, rozległość dobrych pytań, jakie przy tej okazji można postawić kulturze, jest oszałamiająca (być może fachowcy mają to rozpracowane i już nie dadzą się ;) oszołomić). Mnie się po amatorsku i naiwnie wydaje, że postmodernizm stoi na ujawnieniu konwencjonalnego charakteru konwencji: póki fakt głębokiego wmontowania konwencji w kreację (a i w odbiór) jest "przezroczysty", póty nawet nie wiemy, jaki rodzaj kodu nami "zarządza".

Ukułem sobie ad hoc termin "konwencja naturalizowana", to są ci klasyczni Grecy w śnieżnobiałych togach, omawiający strategie wojenne w stylu Gabinet-Owalny-wysiadły-monitory-więc-przejdźmy-na-papierowe-mapy. Pamietam, jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie Medea Pasoliniego, np. scena "pojedynku herosów": dwóch ryczących na siebie osiłków, biegnących w kurzu z rudej gliny, machających sztachetami z brązu; ich skąpe ubrania miały kolor brudnego lnu i nie da się ukryć, iż były mocno wydarte. Dopiero presja takiego obrazu obnaża sztuczność konwencji naturalizowanych: dziś śmieszy nas, co prawda, Rzymianin Richard Burton obok Egipcjanki Elizabeth Taylor, ale współczesny wizerunek holyłódzki łykamy jak gęsi (podobni jak łykano obrazki z Ben Hura 50 lat temu).

Niezbornie się wypowiadam, pewnie dlatego, że jestem oszołomiony ;)

Anonimowy

Indianie? czyżby to ci co wybrali wolność od Busha i USA?

:)

ps.

zapomniałem hasła to i komentowac "pod sobą" trudniej:)

pozdrawiam max

max

dobra udało się, nie "parental" tylko w firmie strona typu "no bussines"

p.s to jakaś plaga, a zaczęło się niewinnie od MEP

:)

pozdrawiam raz jeszcze

blogali

Nameste - dzięki za inspirującą odpowiedź ;)
Ciekawe, co Barthes by o tej inscenizacji powiedział... Podobałaby mu się?

Przypominam sobie inscenizację "Koronacji Poppei" Monteverdiego w Chicago Opera Theater. Unikalne przeżycie... Poppea zrobiona na Jennifer Lopez, Ottavia - na Hillary Clinton, Neron - proszę sobie wyobrazić - na gangstera, a Seneca w czasie ostatniej swojej arii zrobił striptease do kąpilówek (do kolan), po czym ubrał szlafrok w paski... i wyszedł. Widownia chichotała, choć Amrykanie zwykle entuzjastycznie, ale serio podchodzą do sztuki. A mnie szkoda było Seneki. Za to Monteverdi się obronił. Pomijając wszystko inne - piękne głosy.

Więc powiem tak - konwencjonalny charakter konwencji został tam ujawniony-- Tylko co z tego? Ostatecznie do teatru idzie się po rozrywkę lub po estetyczne przeżycie, a nie po interpretację kodów, które nami rządzą... Ale - fakt, że to do mnie nie przemówiło nie znaczy, że ktoś inny nie odebrał tego jako z-sztuką-obcowania. Ograniczenia mojej wrażliwości wynikają z treningu w pewnych konwencjach. I ja to rozumiem i akceptuję i kruszyć kopii nie zamierzam. Pozostaje tylko natarczywe pytanie za uchem - gdzie się kończy sztuka a zaczyna kicz?

Ciepło,