2007-12-31

Lektury obowiązkowe


On ma 88 lat, a ciągle jakoś taki świeży, naiwny jak dziecko, sięgający po uproszczenia ("duże syntezy"), których sieriozni wstydziliby się może nawet i słuchać. Z tym "ciągle" oczywiście kłamię: to nie funkcja wieku. Nie jest tak, że wszyscy to mają z daru urodzenia, ale z wiekiem – tracą. Mają to nieliczni.

Miał niezwykłą (choć – przecież zwykłą) matkę, studiował na UJ razem z Karolem Wojtyłą, przeżył Auschwitz, znalazł się na emigracji, spotkał żonę, z którą (poza wszystkim innym) dobrze mu się rozmawiało przez 27 lat, aż do jej śmierci. Pisarz, poeta (choć pisanie wierszy zarzucił, po młodzieńczym debiucie, to jednak w prozie jest poetą właśnie, kimś, kto ożywia język, wytrąca go z utartej koleiny, kimś, kto w języku – rozrabia). Autor emigracyjny, ale bardziej obecny w sednie od większości krajowców, nie tylko swojego pokolenia.

Moje własne literackie żarciki (zamieszczone w archiwach tego bloga) w wielkim stopniu są z Mariana Pankowskiego właśnie. Z ducha Smagłej swobody (1956), poetyckiej prozy sięgającej w arkadię lat chłopięcych w rodzinnym Sanoku, zawierającej "przepisy" na udane a smaczne, najwłaściwsze sposoby nocnej kradzieży owoców z okolicznych sadów, na osiąganie wolnej, cygańskiej swobody wędrówczej ("smagłość" z tytułu tego właśnie tyczy) i inne, zapomniane nieco obowiązki dzieciństwa.

Oto fragment traktatu O wykradaniu owoców:
Kto chce wykradać owoce, musi wpierw posiąść dwie rzeczy: stronę rodzinną i dzieciństwo. Potem dopiero będzie mógł pomyśleć o prawidłach sztuki, surowych i wymagających niezliczonych studiów z dziedziny ogrodnictwa i psychologii. Pierwsi teoretycy dawali się uwieść pozorom (na przykład chrupkości papierówek) i adept zamiast formuł i porad znajdował teksty będące raczej dokumentem ich upodobań hedonistycznych aniżeli uczynną summą sztuki wykradania smakowitych fruktów.
(...)

Wnętrze sadu

Są tam najsamprzód drzewa stare, co dwa lata trzeszczące od pyzatych jabłek i adwentowofiołkowych węgierek. Jest tam wiśnia, ale blisko okien, by łatwiej było płoszyć rajcujące na owocu kawki. Po kolana w ziemniaczysku stoją grusze, jedna nosząca hojnie sypki, kanarkowo woskowany owoc, druga zaś, jak murarz zaprawą, tak ona ciska o ziemię klapsami.

Oprócz drzew rosłych, znających obyczaj pór roku, sadownik ma jeszcze inne. Wiosną zatknął w grunt dwie, trzy chude i sękate tyczki, z których (choć z małym opóźnieniem) rozkręcają się duże, duże liście, a potem wywija się kilka bladomalinowych kwiatów. Szczepy te są oczkiem w głowie sadownika, i jeśli fawor słonecznych niebios pozwoli dojrzeć pierwszej parze jabłek, drzewko, wspierane i hołubione, zna przywileje młodej matki, a owoce omija los pospolity. Pysznią się swym pierwszeństwem z brzegu dębowego kredensa i dopiero gdy nadejdzie Boże Narodzenie, smagła ręka ojca potoczy je po obrusie w stronę wzruszonych dzieci. (...)
Potem idą dalsze rozdziałki, a to: Kiedy i w ilu wychodzić po owoc? czy też Profil psychiczno-moralny przedsięwzięcia i wiele dalszych, cennych wskazówek.

Można by tak cytować długo; kto może (ma pod ręką, albo choćby i dalej), niech sam sięgnie; bibliografię Pankowskiego nietrudno znaleźć w sieci.

Ale prawdziwym powodem mojego wpisu jest wskazanie lektury obowiązkowej: wywiadu z Pankowskim opublikowanego w świątecznej Wyborczej – W literaturze jestem Żydem. Dobra lektura na ostatni dzień roku.

24 [komentarze]:

MEP

Czytalam jeszcze w czasie Swiat (bo to o "Gazete na Swieta chodzi", prawda) i hmmm..., mam mieszane uczucia.
Rownie mieszane, jak zdaja sie byc - Jego.
Tak sobie, prostacko, mysle, ze szkoda, ze Zona Go tak wczesnie odumarla, a Mama zostala w Polsce...

referent Bulzacki

Ciekawe odkrycie. Dlaczego nie protestowałeś kiedy kojarzyłem cię z wpływami Rablais albo Boya?

Musi być - jesteś próżny. I tyle. Nie protestuj :-).

Wywiadu nie czytałem, więc z przyjemnoscią - w tej sytuacji - zajrzę.

Pozdrawiam,

referent Bulzacki

Przeczytałem.

Duży zawód.

Masa uprzedzeń, powierzchowna wiedza o Kościele, utożsamianie wiary z postawą życiową pojedynczego księdza, resentymenty osobiste jako podstawa uogólnień, niekonsekwencje logiczne i emocjonalne (antyklerykał, który ma pretensje o zniesienie rytu trydenckiego i przedsoborowej tradycji!), jakiś rodzaj naiwności artykułowanej przez pretensje do świata itd., itp.

Poza tym jego sposób komunikowania przypomna mi - jako żywo - naszego wspólnego zajomego z blogowisk. Chodzi mi zwłaszcza o zacietrzewienie... :-)

Pozstanę chyba bez szczególnego uznania. Ale dziękuję za twój tekst.

nameste

MEP, mama była nieustannym dostawcą żywej polszczyzny, tutejszej, zmiennej, itd.; gdyby nie ona (co sam Pankowski wielokrotnie podkreśla), jego pisanie byłoby inne, mniejsze. Roli żony możemy się domyślać tylko (podobnie jak ledwie się domyślamy roli życia w twórczości piszącego, poglądach mówiącego czy czynach czyniącego ;).

Odbieram Twoją wypowiedź jako ocenę, że Pankowski nie jest (był) dostatecznie wychow(yw)any. Ale, gdyby usunąć tę wadę ;), może nie byłoby książek? Albo byłyby inne? Oczywiście, żeby taka kwestia miała znaczenie, trzeba tę jego literaturę cenić, a to sprawa gustu :)

Ja cenię i tylko dlatego zawracam wam tym głowę.

nameste

Referencie, ale czemu miałem protestować? (Pomijając próżność, oczywiście.) Tekst (kultury) to wspólny staw, wszyscy w nim łowimy. Dziwaczna wielka litera wewnątrz zdania była używana przez Gombrowicza (ale i przez Lewisa Carrolla). "Opis obyczajów" to nie tylko (sub)gatunek literacki, ale i dosłowny tytuł dzieła Kitowicza (myślę że Pankowski też to zna). Itd.

Gdy idzie o wywiad. Trudno wątpić, że sam jesteś postacią sieriozną :). Przeciw jednemu tylko muszę zaprotestować. Widziałem ze dwa razy Pankowskiego w dłuższych wystąpieniach (w telewizorze), w rozmowie. Jest uprzedzająco grzeczny, uśmiechnięty, nigdy zacietrzewiony. Od swoistej naiwności sam zacząłem. Z pewnością nie jest typ światłego obywatela, super odpowiedzialnego w swych sądach. Ale nie mam mu tego za złe.

Ze spraw szczegółowych: dlaczego, nalitośćboską, antyklerykał nie może opowiadać się za rytem trydenckim?

MEP

Nie, nie chodzi mi o to czy jest/byl dostatecznie wychowany, lecz czy jest dostatecznie wywazony (co moglyby mu ulatwic silne , jak mniemam, osobosci, wokol).
On, owszem, zachowal "dziecko" w sobie, ale jest to troche dziecko, ktore jeszcze w wieku 88 lat obwinia rozwiedzionych rodzicow o to, ze zlamali mu zycie.
Zgadzam sie z wiekszoscia ocen referenta -Pankowski moglby jednak oceniac mniej powierzchownie, nie ujeloby mu to "niewinnosci".
Zaznaczam, ze znam tylko wywiad, nie znam ksiazek czy zyciorysu.

Dla porownania polecam wywiad -rzeke z Barbara Skarga (swietna ksiazka, Dzieciatko mi przynioslo;).
Ona w przeciwienstwie do Pankowskiego zalozyla, ze ciezkie przezycia wojenne i zyciowe raczej kaza wstrzymac sie od sadow, a tym bardziej powierzchownych.
Pankowski wydaje sie sadzic, ze (te przezycia) daja mu do nich (sadow) prawo.

nameste

MEP, znam różne wypowiedzi Skargi, w tym: autobiograficzne, też je cenię. Skarga jest arystokratką (ducha), filozofką; Pankowski jest plebejuszem, artystą. Bez jego książek w tel nasza rozmowa będzie... niepełna?

Mam jednak nadzieję, że ani Ty, ani referent – nie macie do mnie żalu za zmarnowany czas :)

nameste

Ojej, książek w tle (nie w tel...efonie ;)

referent Bulzacki

Opis korespondowania z Papieżem nasunął mi myśl, że jak ktoś wymienia w sumie tak miałkie czy marne uwagi (zarzuty) w rozmowie z Papieżem, to musi to z czegoś wynikać. Wycofuję zacietrzewienie, może rzeczywiście lepiej podciągnąć to pod tę swoiście oryginalną naiwność. A już porównanie do naszego kolegi zupełnie wycofuję :-).

Sobór i jego reformy powinny przypaść do gustu antyklerykałowi, przy czym chodzi mi o antyklerykała z gatunku tych, co są w stanie przyznać rację, że ziemskie niedoskonałości są minimalizowane (jeżeli są). Krótko mówiąc, poza estetyką tradycyjnej mszy łacińskiej (co rozumiem i podzielam pogląd) nie sposób uważać, że "wcześniej było lepiej", albo że Kościół był mniej "klerykalny". Wręcz przeciwnie. Po Soborze w Kościele nastąpiły procesy, które - jak się wydaje - powinny Autorowi się podobać. Choć oczywiście powody dla antyklerykalnych nastrojów nie znikły zupełnie. To jasne.

referent Bulzacki

Ja nie mam żalu.

MEP

A oboje sa ludzmi..., mysle, ze te wywiady (zreszta przeprowadzone przez te same osoby) pokazuja ich bardziej jako takich niz jako "zawodowcow" (on tez profesorem jakims byl, czy sie myle?;), stad porownanie....

A do ksiazek postaram sie siegnac, choc nie wiem kiedy sie wyrobie. Mam juz spore zaleglosci, a tu jeszcze Dzieciatko bylo bardzo hojne, a dzis weszlam do antykwariatu/taniej ksiazki, no i...;-)

MEP

A ja mam zal... I zadam rekompensaty!

;-))))

referent Bulzacki

Pani MEP,

Pani jest wszędzie. W S24, tekstowisku... wszędzie, wszędzie...

MEP

Referencie, to tak jak Pan ;-p

Garne sie do dobrego towarzystwa, po prostu....

referent Bulzacki

Akurat. Zbiera Pani haki. :-)

MEP

Kazdy sadzi po sobie ;-)

referent Bulzacki

A więc sądzę, że zbiera Pani haki :-))). Proponuję zostawić ten ponury temat, który jak zwykle wyciągnęła Pani w najmniej stosownym momencie.

referent Bulzacki

Tak właśnie z Panią jest. "Rozwaliła" Pani poważną dyskusję. Nawet pokłócić się z Nameste już nie mogę.

Będę miał jednak oko na Pankowskiego, bo te fragmenty od Nameste rzeczywiście nieźle napisane.

Anonimowy

Dziękuję pięknie za Pankowskiego. I za wszystkie Twoje teksty z minionego roku, które Dorotę i mnie bawiły, czasem wzruszały, nierzadko skłaniały do zastanowienia.

Pozdrawiamy,

Babilasy

andsol

Wywiad czytałem, już mi Babilasy przykazały. A gdyby nie oni to za Twoim przykazaniem bym czytał. Jak chcesz to się wstydzę, ale o tym rodaku nic nie wiedziałem. Chyba pani Amazonka nas pozna ze sobą.

Ciekawe, jakaś faza w życiu. Są takie na 69 a potem na 88 no i właśnie przyszła do mnie. Kolejna osoba w tym wieku (tak z 7 panów i 2 panie), znane osobiście lub sieciowo, które intensywnie słucham, czytam, naciągam skype'owo na pogaduszki i w rozmowie wiek ich tylko tym się zaznacza, że mówią "per ty" o sprawach, których znać nie mogłem. A więc nudziarstwo nie jest obowiązkową fazą życia...

nameste

andsol, nie ma czego się wstydzić, technicznie rzecz biorąc, Pankowski był wydawany w śladowych ilościach na emigracji, parę jego książek wydano w PRL-u, ale głównie w nie-centralnym Wydawnictwie Lubelskim, dopiero od paru lat zainteresowanie jego twórczością jest szersze, a i to nie bez oporów. Pewne światło rzuca na tę stronę jego biografii całkiem przyzwoicie zrobiony krótki bryk tu.

Wspominasz coś o angażowaniu panny Amazonki. Przyszło mi do głowy (bez związku ;) zwierzenie lekturowe. Mnie otóż szczególnie warte przeczytania wydały się (post factum ;) takie pozycje, jak Smagła swoboda (to poza dyskusją), potem z wcześniejszych Granatowy goździk, bardzo mocni są wspomniani w wywiadzie Pątnicy z Macierzyzny, głośny był/jest Rudolf, ale nie przypadkiem wymieniam go tuż przed kropką.

Praktycznie nieznana pozostaje ciągle "proza eksperymentalna" z 1959: Matuga idzie. Przygody. Mnie się wydała ona ciekawa, zwłaszcza językowo. A nowego wymiaru dostała po opublikowaniu głośnego (tym razem) Z Auschwitz do Belsen. Przygody, bo przecież same tytuły świadczą tu o niejakiej "klamrowości". Tematyka świadczy także (Matuga idzie przez początki emigracji głównie).

O 69- i 88- nie będę się wymądrzał :). Bycie świadkiem nie wadzi byciu młodym (wewnętrznie), gdzie przez "młodym" rozumiem głównie "ciekawym świata i ludzi".

nameste

PS W sprawie Rudolfa. Z niego zapamiętałem również, na niekoniecznie podlejszym miejscu, piękne przykłady mowa do krowa. Nie spotkałem się gdziekolwiek indziej z taką mini-antologijką piosnek i zawołań do-krowich, pastuszkowych, przedwojennych (no i – oczywiście – przefiltrowanych przez językową maestrię pana P.).

andsol

Nameste, najpierw pospieszne tłumaczenie się, niezdarnie przetłumaczyłem Ms.Amazon na panią Amazonkę, ale oczywiście panna Amazonka jest zawołaniem dużo właściwszym, na zawsze panna, ainsi soit-il.

Twoje cenne wskazówki o gradiencie czytelniczym zostaną uwzględnione w rozmowach z panną Amazonką. Ale teraz chciałem dorzucić coś nie na temat, a może na temat, to zależy od tematu. Otóż jest i inny pisarz, którego na ogół rodacy nie znają i dopiero odkrywając, że był przyjacielem Bertranda Russella doznaje się szoku zaskoczenia. Choć technicznie rzecz biorąc znałem go od małego, jako autora "Pan Tom buduje dom". Ciekaw jestem ile w jakimś sensownych opracowaniu literackim z przyszłości poświęcać miejsca będą Bobkowskiemu, Themersonowi, Watowi, Pankowskiemu, Herlig-Grudzińskiemu, Mackiewiczowi, a ile krajowym odbiorcom nagród literackich...

nameste

andsol, jestem dziwnie spokojny o wymienionych. Z jednym wyjątkiem: Themersonów (bo ich przecież dwoje było). Ale oni są tematem na odrębne "śledztwo" i raport.

PS Dawno to czytałem i mogłem się pomylić. W sprawie mowy do krowy. Bo może jednak w Goździku to było.