Lektury obowiązkowe
On ma 88 lat, a ciągle jakoś taki świeży, naiwny jak dziecko, sięgający po uproszczenia ("duże syntezy"), których sieriozni wstydziliby się może nawet i słuchać. Z tym "ciągle" oczywiście kłamię: to nie funkcja wieku. Nie jest tak, że wszyscy to mają z daru urodzenia, ale z wiekiem – tracą. Mają to nieliczni.
Miał niezwykłą (choć – przecież zwykłą) matkę, studiował na UJ razem z Karolem Wojtyłą, przeżył Auschwitz, znalazł się na emigracji, spotkał żonę, z którą (poza wszystkim innym) dobrze mu się rozmawiało przez 27 lat, aż do jej śmierci. Pisarz, poeta (choć pisanie wierszy zarzucił, po młodzieńczym debiucie, to jednak w prozie jest poetą właśnie, kimś, kto ożywia język, wytrąca go z utartej koleiny, kimś, kto w języku – rozrabia). Autor emigracyjny, ale bardziej obecny w sednie od większości krajowców, nie tylko swojego pokolenia.
Moje własne literackie żarciki (zamieszczone w archiwach tego bloga) w wielkim stopniu są z Mariana Pankowskiego właśnie. Z ducha Smagłej swobody (1956), poetyckiej prozy sięgającej w arkadię lat chłopięcych w rodzinnym Sanoku, zawierającej "przepisy" na udane a smaczne, najwłaściwsze sposoby nocnej kradzieży owoców z okolicznych sadów, na osiąganie wolnej, cygańskiej swobody wędrówczej ("smagłość" z tytułu tego właśnie tyczy) i inne, zapomniane nieco obowiązki dzieciństwa.
Oto fragment traktatu O wykradaniu owoców:
Kto chce wykradać owoce, musi wpierw posiąść dwie rzeczy: stronę rodzinną i dzieciństwo. Potem dopiero będzie mógł pomyśleć o prawidłach sztuki, surowych i wymagających niezliczonych studiów z dziedziny ogrodnictwa i psychologii. Pierwsi teoretycy dawali się uwieść pozorom (na przykład chrupkości papierówek) i adept zamiast formuł i porad znajdował teksty będące raczej dokumentem ich upodobań hedonistycznych aniżeli uczynną summą sztuki wykradania smakowitych fruktów.Potem idą dalsze rozdziałki, a to: Kiedy i w ilu wychodzić po owoc? czy też Profil psychiczno-moralny przedsięwzięcia i wiele dalszych, cennych wskazówek.
(...)
Wnętrze sadu
Są tam najsamprzód drzewa stare, co dwa lata trzeszczące od pyzatych jabłek i adwentowofiołkowych węgierek. Jest tam wiśnia, ale blisko okien, by łatwiej było płoszyć rajcujące na owocu kawki. Po kolana w ziemniaczysku stoją grusze, jedna nosząca hojnie sypki, kanarkowo woskowany owoc, druga zaś, jak murarz zaprawą, tak ona ciska o ziemię klapsami.
Oprócz drzew rosłych, znających obyczaj pór roku, sadownik ma jeszcze inne. Wiosną zatknął w grunt dwie, trzy chude i sękate tyczki, z których (choć z małym opóźnieniem) rozkręcają się duże, duże liście, a potem wywija się kilka bladomalinowych kwiatów. Szczepy te są oczkiem w głowie sadownika, i jeśli fawor słonecznych niebios pozwoli dojrzeć pierwszej parze jabłek, drzewko, wspierane i hołubione, zna przywileje młodej matki, a owoce omija los pospolity. Pysznią się swym pierwszeństwem z brzegu dębowego kredensa i dopiero gdy nadejdzie Boże Narodzenie, smagła ręka ojca potoczy je po obrusie w stronę wzruszonych dzieci. (...)
Można by tak cytować długo; kto może (ma pod ręką, albo choćby i dalej), niech sam sięgnie; bibliografię Pankowskiego nietrudno znaleźć w sieci.
Ale prawdziwym powodem mojego wpisu jest wskazanie lektury obowiązkowej: wywiadu z Pankowskim opublikowanego w świątecznej Wyborczej – W literaturze jestem Żydem. Dobra lektura na ostatni dzień roku.
24 [komentarze]:
Czytalam jeszcze w czasie Swiat (bo to o "Gazete na Swieta chodzi", prawda) i hmmm..., mam mieszane uczucia.
Rownie mieszane, jak zdaja sie byc - Jego.
Tak sobie, prostacko, mysle, ze szkoda, ze Zona Go tak wczesnie odumarla, a Mama zostala w Polsce...
Ciekawe odkrycie. Dlaczego nie protestowałeś kiedy kojarzyłem cię z wpływami Rablais albo Boya?
Musi być - jesteś próżny. I tyle. Nie protestuj :-).
Wywiadu nie czytałem, więc z przyjemnoscią - w tej sytuacji - zajrzę.
Pozdrawiam,
Przeczytałem.
Duży zawód.
Masa uprzedzeń, powierzchowna wiedza o Kościele, utożsamianie wiary z postawą życiową pojedynczego księdza, resentymenty osobiste jako podstawa uogólnień, niekonsekwencje logiczne i emocjonalne (antyklerykał, który ma pretensje o zniesienie rytu trydenckiego i przedsoborowej tradycji!), jakiś rodzaj naiwności artykułowanej przez pretensje do świata itd., itp.
Poza tym jego sposób komunikowania przypomna mi - jako żywo - naszego wspólnego zajomego z blogowisk. Chodzi mi zwłaszcza o zacietrzewienie... :-)
Pozstanę chyba bez szczególnego uznania. Ale dziękuję za twój tekst.
MEP, mama była nieustannym dostawcą żywej polszczyzny, tutejszej, zmiennej, itd.; gdyby nie ona (co sam Pankowski wielokrotnie podkreśla), jego pisanie byłoby inne, mniejsze. Roli żony możemy się domyślać tylko (podobnie jak ledwie się domyślamy roli życia w twórczości piszącego, poglądach mówiącego czy czynach czyniącego ;).
Odbieram Twoją wypowiedź jako ocenę, że Pankowski nie jest (był) dostatecznie wychow(yw)any. Ale, gdyby usunąć tę wadę ;), może nie byłoby książek? Albo byłyby inne? Oczywiście, żeby taka kwestia miała znaczenie, trzeba tę jego literaturę cenić, a to sprawa gustu :)
Ja cenię i tylko dlatego zawracam wam tym głowę.
Referencie, ale czemu miałem protestować? (Pomijając próżność, oczywiście.) Tekst (kultury) to wspólny staw, wszyscy w nim łowimy. Dziwaczna wielka litera wewnątrz zdania była używana przez Gombrowicza (ale i przez Lewisa Carrolla). "Opis obyczajów" to nie tylko (sub)gatunek literacki, ale i dosłowny tytuł dzieła Kitowicza (myślę że Pankowski też to zna). Itd.
Gdy idzie o wywiad. Trudno wątpić, że sam jesteś postacią sieriozną :). Przeciw jednemu tylko muszę zaprotestować. Widziałem ze dwa razy Pankowskiego w dłuższych wystąpieniach (w telewizorze), w rozmowie. Jest uprzedzająco grzeczny, uśmiechnięty, nigdy zacietrzewiony. Od swoistej naiwności sam zacząłem. Z pewnością nie jest typ światłego obywatela, super odpowiedzialnego w swych sądach. Ale nie mam mu tego za złe.
Ze spraw szczegółowych: dlaczego, nalitośćboską, antyklerykał nie może opowiadać się za rytem trydenckim?
Nie, nie chodzi mi o to czy jest/byl dostatecznie wychowany, lecz czy jest dostatecznie wywazony (co moglyby mu ulatwic silne , jak mniemam, osobosci, wokol).
On, owszem, zachowal "dziecko" w sobie, ale jest to troche dziecko, ktore jeszcze w wieku 88 lat obwinia rozwiedzionych rodzicow o to, ze zlamali mu zycie.
Zgadzam sie z wiekszoscia ocen referenta -Pankowski moglby jednak oceniac mniej powierzchownie, nie ujeloby mu to "niewinnosci".
Zaznaczam, ze znam tylko wywiad, nie znam ksiazek czy zyciorysu.
Dla porownania polecam wywiad -rzeke z Barbara Skarga (swietna ksiazka, Dzieciatko mi przynioslo;).
Ona w przeciwienstwie do Pankowskiego zalozyla, ze ciezkie przezycia wojenne i zyciowe raczej kaza wstrzymac sie od sadow, a tym bardziej powierzchownych.
Pankowski wydaje sie sadzic, ze (te przezycia) daja mu do nich (sadow) prawo.
MEP, znam różne wypowiedzi Skargi, w tym: autobiograficzne, też je cenię. Skarga jest arystokratką (ducha), filozofką; Pankowski jest plebejuszem, artystą. Bez jego książek w tel nasza rozmowa będzie... niepełna?
Mam jednak nadzieję, że ani Ty, ani referent – nie macie do mnie żalu za zmarnowany czas :)
Ojej, książek w tle (nie w tel...efonie ;)
Opis korespondowania z Papieżem nasunął mi myśl, że jak ktoś wymienia w sumie tak miałkie czy marne uwagi (zarzuty) w rozmowie z Papieżem, to musi to z czegoś wynikać. Wycofuję zacietrzewienie, może rzeczywiście lepiej podciągnąć to pod tę swoiście oryginalną naiwność. A już porównanie do naszego kolegi zupełnie wycofuję :-).
Sobór i jego reformy powinny przypaść do gustu antyklerykałowi, przy czym chodzi mi o antyklerykała z gatunku tych, co są w stanie przyznać rację, że ziemskie niedoskonałości są minimalizowane (jeżeli są). Krótko mówiąc, poza estetyką tradycyjnej mszy łacińskiej (co rozumiem i podzielam pogląd) nie sposób uważać, że "wcześniej było lepiej", albo że Kościół był mniej "klerykalny". Wręcz przeciwnie. Po Soborze w Kościele nastąpiły procesy, które - jak się wydaje - powinny Autorowi się podobać. Choć oczywiście powody dla antyklerykalnych nastrojów nie znikły zupełnie. To jasne.
Ja nie mam żalu.
A oboje sa ludzmi..., mysle, ze te wywiady (zreszta przeprowadzone przez te same osoby) pokazuja ich bardziej jako takich niz jako "zawodowcow" (on tez profesorem jakims byl, czy sie myle?;), stad porownanie....
A do ksiazek postaram sie siegnac, choc nie wiem kiedy sie wyrobie. Mam juz spore zaleglosci, a tu jeszcze Dzieciatko bylo bardzo hojne, a dzis weszlam do antykwariatu/taniej ksiazki, no i...;-)
A ja mam zal... I zadam rekompensaty!
;-))))
Pani MEP,
Pani jest wszędzie. W S24, tekstowisku... wszędzie, wszędzie...
Referencie, to tak jak Pan ;-p
Garne sie do dobrego towarzystwa, po prostu....
Akurat. Zbiera Pani haki. :-)
Kazdy sadzi po sobie ;-)
A więc sądzę, że zbiera Pani haki :-))). Proponuję zostawić ten ponury temat, który jak zwykle wyciągnęła Pani w najmniej stosownym momencie.
Tak właśnie z Panią jest. "Rozwaliła" Pani poważną dyskusję. Nawet pokłócić się z Nameste już nie mogę.
Będę miał jednak oko na Pankowskiego, bo te fragmenty od Nameste rzeczywiście nieźle napisane.
Dziękuję pięknie za Pankowskiego. I za wszystkie Twoje teksty z minionego roku, które Dorotę i mnie bawiły, czasem wzruszały, nierzadko skłaniały do zastanowienia.
Pozdrawiamy,
Babilasy
Wywiad czytałem, już mi Babilasy przykazały. A gdyby nie oni to za Twoim przykazaniem bym czytał. Jak chcesz to się wstydzę, ale o tym rodaku nic nie wiedziałem. Chyba pani Amazonka nas pozna ze sobą.
Ciekawe, jakaś faza w życiu. Są takie na 69 a potem na 88 no i właśnie przyszła do mnie. Kolejna osoba w tym wieku (tak z 7 panów i 2 panie), znane osobiście lub sieciowo, które intensywnie słucham, czytam, naciągam skype'owo na pogaduszki i w rozmowie wiek ich tylko tym się zaznacza, że mówią "per ty" o sprawach, których znać nie mogłem. A więc nudziarstwo nie jest obowiązkową fazą życia...
andsol, nie ma czego się wstydzić, technicznie rzecz biorąc, Pankowski był wydawany w śladowych ilościach na emigracji, parę jego książek wydano w PRL-u, ale głównie w nie-centralnym Wydawnictwie Lubelskim, dopiero od paru lat zainteresowanie jego twórczością jest szersze, a i to nie bez oporów. Pewne światło rzuca na tę stronę jego biografii całkiem przyzwoicie zrobiony krótki bryk tu.
Wspominasz coś o angażowaniu panny Amazonki. Przyszło mi do głowy (bez związku ;) zwierzenie lekturowe. Mnie otóż szczególnie warte przeczytania wydały się (post factum ;) takie pozycje, jak Smagła swoboda (to poza dyskusją), potem z wcześniejszych Granatowy goździk, bardzo mocni są wspomniani w wywiadzie Pątnicy z Macierzyzny, głośny był/jest Rudolf, ale nie przypadkiem wymieniam go tuż przed kropką.
Praktycznie nieznana pozostaje ciągle "proza eksperymentalna" z 1959: Matuga idzie. Przygody. Mnie się wydała ona ciekawa, zwłaszcza językowo. A nowego wymiaru dostała po opublikowaniu głośnego (tym razem) Z Auschwitz do Belsen. Przygody, bo przecież same tytuły świadczą tu o niejakiej "klamrowości". Tematyka świadczy także (Matuga idzie przez początki emigracji głównie).
O 69- i 88- nie będę się wymądrzał :). Bycie świadkiem nie wadzi byciu młodym (wewnętrznie), gdzie przez "młodym" rozumiem głównie "ciekawym świata i ludzi".
PS W sprawie Rudolfa. Z niego zapamiętałem również, na niekoniecznie podlejszym miejscu, piękne przykłady mowa do krowa. Nie spotkałem się gdziekolwiek indziej z taką mini-antologijką piosnek i zawołań do-krowich, pastuszkowych, przedwojennych (no i – oczywiście – przefiltrowanych przez językową maestrię pana P.).
Nameste, najpierw pospieszne tłumaczenie się, niezdarnie przetłumaczyłem Ms.Amazon na panią Amazonkę, ale oczywiście panna Amazonka jest zawołaniem dużo właściwszym, na zawsze panna, ainsi soit-il.
Twoje cenne wskazówki o gradiencie czytelniczym zostaną uwzględnione w rozmowach z panną Amazonką. Ale teraz chciałem dorzucić coś nie na temat, a może na temat, to zależy od tematu. Otóż jest i inny pisarz, którego na ogół rodacy nie znają i dopiero odkrywając, że był przyjacielem Bertranda Russella doznaje się szoku zaskoczenia. Choć technicznie rzecz biorąc znałem go od małego, jako autora "Pan Tom buduje dom". Ciekaw jestem ile w jakimś sensownych opracowaniu literackim z przyszłości poświęcać miejsca będą Bobkowskiemu, Themersonowi, Watowi, Pankowskiemu, Herlig-Grudzińskiemu, Mackiewiczowi, a ile krajowym odbiorcom nagród literackich...
andsol, jestem dziwnie spokojny o wymienionych. Z jednym wyjątkiem: Themersonów (bo ich przecież dwoje było). Ale oni są tematem na odrębne "śledztwo" i raport.
PS Dawno to czytałem i mogłem się pomylić. W sprawie mowy do krowy. Bo może jednak w Goździku to było.
Prześlij komentarz